"To nie jest klarowny poranek dla Camerona"

Wstępne wyniki wyborów w Wielkiej Brytanii wskazują, że po raz pierwszy od 36 lat w tym kraju powstanie rząd mniejszościowy. - To oznacza erozję systemu dwupartyjnego - mówiła w TOK FM dr Małgorzata Kaczorowska z Instytutu Nauk Politycznych UW.

- Dotychczasowe wyniki pokazują, że dwie partie dominujące tracą na rzecz innych partii znacznie więcej niż podczas poprzednich wyborów. To oznacza, że postępuje erozja systemu dwupartyjnego w tym kraju - mówiła dr Kaczorowska. - W sytuacji, jaką mamy po wyborach, niewykluczone jest włączenie do rozmów autorytetu królowej.

Będzie rząd mniejszościowy?

Brytyjczycy są przyzwyczajeni, że dzień po wyborach na schodach domu przy Downing Street pojawia się nowy premier. Tym razem może być inaczej: - Premierem nowego rządu powinien zostać David Cameron, ale nie jest wykluczone stworzenie rządu mniejszościowego. Takie sytuacje już miały miejsce - mówiła dr Kaczorowska. - Może też się stać tak, że rząd Camerona spróbuje przyjąć budżet, to się nie powiedzie i wtedy trzeba będzie przygotować nowe wybory.

- Nie jest to klarowny poranek dla Camerona, bo wymaga od niego dużej elastyczności w dyskusjach z liberałami - mówiła w Komentarzach Radia TOK FM dr Kaczorowska. - Ci drudzy mają w sobie domieszkę socjaldemokracji i na tym polu mogą wystąpić komplikacje w rozmowach. To się zresztą ujawniło w programie Clegga, lidera liberałów. Bardzo ciekawą sprawą w tych wyborach jest zmiana optyki na politykę zagraniczną. Prawdopodobnie zmniejszy się skupienie na Waszyngtonie a zwiększy na Unii Europejskiej. Właśnie ze względu na Clegga.

Konserwatyści poszli w stronę centrum

Dotychczasowy wynik liberałów daleki jest od wyników z sondaży przedwyborczych, a może być to spowodowane rozmiękczeniem partii w celu zdobycia głosów centrowych. - Okazało się, że Brytyjczycy nie są tak chętni do radykalnych zmian, jak sugerowały sondaże. Cameron przesunął się do centrum. Zaproponował ekologię, multikulturalizm. Na listach partii konserwatywnej w tym roku było niewiarygodnie wielu reprezentantów mniejszości etnicznych i religijnych. To nie jest ten konserwatyzm, który znamy z Polski - mówiła dr Kaczorowska. - Konserwatyści tam chcą zmniejszenia ogromnego deficytu budżetowego. Brytyjczycy stali się niewypłacalni i to jest problem dla przeciętnego obywatela. Cameron mówi o wspólnym społeczeństwie i wydatki chce ograniczać na najniższych szczeblach.

"Przeciętnego Brytyjczyka nie interesują relacje z Waszyngtonem"

Krytycy kampanii wyborczej zauważyli, że tematem drugoplanowym była polityka zagraniczna. - Cameron nie będzie się wycofywał z UE, ale sytuacja w Grecji nie zachęca do przystąpienia do strefy euro. Funt to dla nich pewność, marka brytyjska. Przeciętnego Brytyjczyka nie interesują też relacje z Waszyngtonem lub Unią Europejską. Brytyjczyka interesuje budżet, przyszłość jego dzieci, uporządkowanie finansów - podsumowała dr Małgorzata Kaczorowska z Instytutu Nauk Politycznych UW.

DOSTĘP PREMIUM