Rosyjskie media: Do końca w kabinie Tu-154 był też Mariusz Kazana [CZARNE SKRZYNKI]

Rządowa "Rossijskaja Gazieta", omawiając stenogramy z pokładu Tu-154, twierdzi, że wiele z głosów opisanych jako "niezrozumiałe", bądź wypowiedziane przez "nieokreślonego rozmówcę" to słowa Mariusza Kazany. Co więcej, to on dodatkowo miał znajdować się w kabinie pilotów w chwili katastrofy i to jego krzyk słychać na końcu nagrania.

Oficjalnie w upublicznionych stenogramach głos dyrektora protokołu dyplomatycznego z MSZ rozpoznany jest dwukrotnie. Na 15 minut przed katastrofą dowódca załogi samolotu Tu-154 powiadamiał go o tym, że najprawdopodobniej nie będzie możliwe lądowanie na lotnisku w Smoleńsku. - No to mamy problem... - tak odpowiadał Mariusz Kazana. - Nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić - mówił kilka minut później. Więcej w stenogramie to nazwisko się nie pojawia.

"RG" głos Kazany od 08:17

Autor tekstu w "Rossijskoj Gezietie", Jewgienij Szestakow, daje do zrozumienia, że zapoznał się nie tylko ze stenogramami rozmów z czarnej skrzynki. Kilkakrotnie pisze o tym, co było słychać na -niepublikowanych nigdzie - nagraniach. Dziennikarz nie podaje też swoich źródeł przy informacjach wykraczających poza to, co opublikowało wczoraj MSWiA. Zatem to wszystko są informacje nieoficjalne i niepotwierdzone.

"Rossijskaja Gazieta" twierdzi, że Mariusz Kazana pierwszy raz pojawił się w kabinie pilotów dwadzieścia cztery minuty przed katastrofą - zaraz po tym jak załoga zdała sobie sprawę ze złych warunków na lotnisku pod Smoleńskiem. Do załogi miał przychodzić jeszcze kilkakrotnie.

Według "RG", po raz pierwszy głos Kazany słychać o 8.17, zaraz potem, gdy kapitan mówi do stewardessy: Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy . Sekundę potem pada pytanie (z rozszyfrowanego do 2 maja zapisu nie było wiadomo kto je zadał. "RG" twierdzi, że właśnie Kazana) A jeśli nie wylądujemy, to co? - Odejdziemy odpowiedział kapitan. Kazana miał też pytać się o ilość paliwa na pokładzie samolotu (zapis z 08:18:23,8 stenogramu).

Chwilę później pilot decyduje się lecieć do Smoleńska. Podejdziemy i zobaczymy - powtarza jego słowa drugi pilot. Była 08:19.

"RG": 08:23 Kazana znów w kabinie

Weług informacji "RG", Po raz kolejny głos Mariusza Kazany słychać cztery minuty później: - Panie kapitanie, czy jak już wylądujecie (niezr.), czy ja mogę się spytać? . - Bardzo proszę - odpowiada dowódca. Nie wiadomo, czy ta wymiana zdań była kontynuowana. Była 08:23. Dwadzieścia jeden minut do katastrofy. Załoga Tu-154 kontaktuje się w tym czasie z Jakiem-40, któremu udało się już wylądować na lotnisku "Siewiernyj". Piloci ostrzegają przed fatalnymi warunkami. Także kontroler lotu ostrzega, że warunków do lądowania nie ma . - Dziękuję, ale jeśli można to spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg - odpowiada dowódca Tu-154.

Słychać głos, nie słychać słów

Według "RG", dwie minuty później (czyli o 08:25) w kabinie znów pojawił się szef protokołu dyplomatycznego MSZ. Na nagraniach z kabiny słychać jak pyta o coś załogę, jednak nie udało się odczytać jego słów. Jednak słychać głos drugiego pilota - na ich oko jakieś 400 widać, 50 metrów podstawy (pilot relacjonował swoją rozmowę z załogą Jak-40).

"RG" twierdzi, że zaraz potem dochodzi do wypowiedzenia "kluczowych" zdań przez szefa załogi Tu-154: Panie dyrektorze, wyszła mgła.... W tej chwili, w tych warunkach nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale najprawdopodobniej nic z tego nie będzie - mówi kapitan. - No to mamy problem - mówi Kazana (to jeden z dwóch przypadków, gdy jego głos jest zaznaczony na stenogramie). Jednak to właśnie on miał się wówczas dopytywać o możliwe zapasowe lotniska (w stenogramie to "nieokreślony rozmówca"). - Mińsk, albo Witebsk - odpowiedział kapitan.

Była decyzja prezydenta?

08:30 - jedenaście minut do katastrofy. - Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić - mówił Kazana (i tu też potwierdzają to ustalenia śledczych).

- Najwyraźniej w tym momencie Lech Kaczyński podjął fatalną decyzję o lądowaniu. Kapitan potwierdza nawigatorowi, że otrzymano zgodę na zniżenie do wysokości kręgu - komentuje rosyjski, rządowy dziennik. (To jednak tylko przypuszczenia. Na to, że była jakaś "decyzja" prezydenta nie ma żadnych dowodów. Nie wiadomo też, czy słowa Kazany w ogóle dotyczyły lądowania pod Smoleńskiem, a nie na przykład wyboru ewentualnego lotniska zapasowego - red.)

- Na taśmie dalsze rozmowy kapitana samolotu z dyrektorem Kazaną są niezrozumiałe. Wszelako ewidentnie pilotom dano komendę, by spróbowali wylądować - dodaje "Rossijskaja Gazieta".

08:38 załoga szykuje się do lądowania. Wiadomo już, że w ostatnich chwilach w kabinie pojawił się szef sił powietrznych generał Błasik. - Oprócz generała w kabinie jest dyrektor Kazana, ale to co mówi brzmi niezrozumiale - twierdzi dziennikarz "RG". Do katastrofy zostały dwie minuty. Dziennik opisuje dramatyczne chwile przed katastrofą. Według jego informacji, ostatni krzyk zarejestrowany na nagraniu czarnej skrzynki należy właśnie do dyrektora protokołu dyplomatycznego MSZ.

Czy złamano uzgodnienia?

"Rossijskaja Gazieta" zarzuciła też Polsce, że publikując stenogram z rozmów w kabinie pilotów Tu-154M, złamała uzgodnienia poczynione w Moskwie. Według "RG" strony ustaliły, że nie będą rozgłaszać tych informacji do zakończenia oficjalnych badań. - Wygląda na to, że premier Donald Tusk spełnił złożoną wcześniej obietnicę zapoznania społeczeństwa z tym, co faktycznie wydarzyło się na pokładzie samolotu Nr 101. W warunkach twardej przedwyborczej walki, która rozgorzała o najwyższy urząd w państwie, publikacja dokumentu (...) może zmienić polityczny układ sił w kraju i wpłynąć na preferencje wyborców - konstatuje "Rossijskaja Gazieta". - Niewykluczone, że te przyczyny skłoniły Warszawę do złamania uzgodnień z Moskwą i mimo wszystko podania dokumentu pod osąd społeczeństwa - dodaje dziennik.

DOSTĘP PREMIUM