Hong Kong: nowoczesność plus kultura Azji - mieszanka prawie wybuchowa

Pierwsza rzecz, na którą uwagę zwraca osoba przylatująca po raz pierwszy do Hong Kongu, to niesamowita, zapierająca dech panorama tego miasta. Widzieć wszystkie te kilkudziesięciopiętrowe budynki, stojące jeden przy drugim na zdjęciach, a zobaczyć to na własne oczy - to jak dwa zupełnie różne zjawiska.

Już samo podchodzenie do lądowania jest interesujące. Ląduje się na sztucznej wyspie, od strony morza, a widok z góry zachęca do jak najszybszego wyjścia w miasto.

Jadąc autobusem z lotniska do centrum, na wyspę Hongkong (ten specjalny region administracyjny w Chinach jest położony na 234 wyspach), obserwuje się panoramę jednego z centrów finansowych świata - wieżowce, wzgórza, zieleń, parki krajobrazowe. Widać ogromne pieniądze, jakie zostały zainwestowane w infrastrukturę, komunikację miejską czy architekturę. Trudno zliczyć jachty, statki pasażerskie, transportowe, ale też małe łódki tutejszych mieszkańców uwijające się po Porcie Viktorii. To wszystko robi piorunujące wrażenie. Dopóki nie wyjdzie się z klimatyzowanego autobusu czy pomieszczenia.

Wyjście na zewnątrz to uczucie, jakby ktoś wrzucał człowieka do gotującej się wody. Temperatura o tej porze roku przekracza 30 stopni, a wilgotność powietrza to 80, a nawet do 100 procent. To uczucie potęguje zmiana strefy czasowej - tu jest 6 godzin później niż w Polsce.

Hong Kong, który zachwyca nowoczesnością z daleka i w ścisłym centrum, gdy odejdzie się w boczną uliczkę robi się bardzo azjatycki - ciasno, gwarno, tłumy ludzi na ulicach, upał, duszno, zapachy ryb i mięsa leżącego prosto na blatach mieszają się z zapachami ulicy, i utrzymują się w tej duchocie, co czasem trudno wytrzymać. Tutejsze knajpy z menu często tylko w języku chińskim, serwujące regionalne przysmaki, nie grzeszą nadmierną czystością ani wielkością. Tuż obok nowoczesnych biurowców, stoją poobdzierane, duszne, smutne wieżowce mieszkalne. Na pierwszy rzut oka - nieprzyjazne. A i tak ceny nieruchomości w tej dzielnicy są niebotyczne. Ludzie? Raczej przyjaźni, zabiegani. Zapraszają, by wejść do ich sklepu, uśmiechają się, niektórzy mówią po angielsku, inni radzą sobie z tym zdecydowanie gorzej. Spacer po centrum Hong Kongu, mimo że męczący, jest bardzo pouczający i przyjemny. Przy okazji wizyta w Konsulacie RP, głosowanie w wyborach, pierwsza rozmowa z konsulem i Polakami w Hong Kongu. Zapowiada się ciekawa przygoda.

CDN.

DOSTĘP PREMIUM