"Zjadłszy cienką zupkę Sarkozy bierze kopertę i wychodzi"

We Francji powiedziano głośno to, o czym wielu mówiło. Marianne Le Pen stwierdziła, że Nicolas Sarkozy i cały rząd powinni podać się do dymisji. To oczywiście efekt ujawnienia, że prezydent i wielu prominentnych polityków brali gotówkę od koncernu L'Oreal. - Jestem głęboko przekonany, że Sarkozy nie stanie ani przed sądem, ani nie będzie zmuszony do ustąpienia - komentuje Grzegorz Dobiecki.

Eurodeputowana Frontu Narodowego Marianne Le Pen domaga się dymisji prezydenta Nicolas Sarkozy'ego i całego rządu. - Odezwał się głos, którego należało się prędzej czy później spodziewać. Sarkozy powinien ustąpić, bo- tu LePen ma rację - takiej sytuacji Francja jeszcze nie przeżywała w systemie V Republiki. Sytuacji, w której zarzuty wytaczane przeciwko szefowi państwa są tak poważnej natury, że można byłoby wszcząć przeciwko niemu procedurę impeachmentu, gdyby istniała w prawie - komentował na antenie TOK FM Grzegorz Dobiecki z PolsatNews.

Głos córki założyciela Frontu Narodowego to reakcja na aferę, która wybuchła trzy tygodnie temu. Była księgowa najbogatszej kobiety we Francji - Liliane Bettencourt -ujawniła, że prominentni politycy brali gotówkę od miliarderki. Oskarżenia dotyczą prezydenta Sarkozy'ego i obecnego ministra pracy Erica Woertha. Politycy do niczego się nie przyznają.

Zdaniem Dobieckiego w całej sytuacji nie zmienia to, że księgowa Claire Thibout odwołała część zeznań.

Najpierw obiad, a potem koperta pełną pieniędzy

Jak wyjaśnił dziennikarz we Francji nie ma praktycznie możliwości, żeby prezydenta pozbawić funkcji. - Prezydenta nie można go postawić tak długo, jak sprawuje najwyższy urząd. Musiałby o tym decydować Trybunał Stanu. A trybunał może pozbawić prezydenta funkcji tylko w jednym wypadku: zdrady stanu - mówił w programie "Nisza". Grzegorz Dobiecki wątpi, żeby Sarkozy usłyszał zarzuty.

Ale mimo tego w całej sprawie może już mówić o odpowiedzialności politycznej. - Mniejsza o tym, jaka to suma czy 50 tys. czy 380 tys. euro. Chodzi o sytuację zdaje się dla Francuzów niewyobrażalną, taką mianowicie, że osoba której zawierzyli obywatele, wybrali w powszechnych wyborach okazuje się gościem prywatnych obiadów, z których wychodzi z koperta pełną pieniędzy - mówił dziennikarz. - Proszę sobie wyobrazić: zjadłszy cienką zupkę Sarkozy bierze kopertę i wychodzi - dodał.

Według jednego z opublikowanych ostatnio sondaży wynika, że 64 proc. Francuzów uważa, że wszyscy politycy są skorumpowani.

Jaka afera? Nic się nie stało

Mimo wielkiej siły rażenia, którą mają zeznania Claire Thibout trudno spodziewać się, że politycy posypia głowę popiołem. - Wczoraj kiedy opublikowano poprawione zeznania księgowej, Pałac Elizejski powiedział: oto dowód na to, że i prezydent i minister pracy są oczyszczeni z wszystkich zarzutów - powiedział Grzegorz Dobiecki.

Jak dodał od początku próbuje się zdyskredytować ujawnione sensacje mówiąc, że Thibout mści się na pracodawcach, którzy zwolnili ją z pracy. - Takich argumentów będzie przybywać, aż ta sprawa się rozmyje - stwierdził. - Jestem głęboko przekonany, że Sarkozy nie stanie ani przed sądem ani nie będzie zmuszony do ustąpienia - jemu taka myśl przecież w głowie nie zaświta - dodał Dobiecki.

Zdaniem dziennikarza aferę, która zatrzęsła Francją można jedynie porównać ze słynną Watergate.

DOSTĘP PREMIUM