"To był chory człowiek, nie Rambo". Rodzina zabójcy z Wielkiej Brytanii o policji i mediach

W Wielkiej Brytanii pojawiły się wątpliwości co do zachowania policji podczas obławy na ukrywającego się przez tydzień zabójcę, który zastrzelił się w sobotę. Jego rodzina twierdzi, że nie dopuszczono jej do rokowań, a histeria w mediach tylko zaogniła sytuację.

Autopsja zwłok 37-letniego Raoula Moata - poszukiwanego za zabójstwo i zranienie dwóch osób - potwierdziła, że odniósł śmiertelną ranę ze swojej własnej strzelby myśliwskiej z obciętą lufą. Okazuje się jednak, że wcześniej jeden z policyjnych snajperów użył przeciw niemu dwukrotnie elektrycznego paralizatora.

Zaskoczony i otoczony we wsi Rothbury nad granicą Anglii ze Szkocją przestępca spędził 6 godzin leżąc w trawie nad brzegiem strumienia. Był głodny, zmęczony i przemoknięty, potężny ładunek elektryczny mógł więc tym bardziej spowodować skurcz palca na spuście strzelby - twierdzi starszy brat Raoula Moata, Angus. Jego zdaniem do takiego końca obławy przyczyniła się również histeria w mediach, które traktowały zbiega jak jakiegoś Rambo, podkreślając jego znajomość sztuki walki, terenu, w którym się ukrywał i wytrzymałość. - Ten rozgłos tylko zaognił sytuację - powiedział BBC Angus Moat, dodając, że jego brat był wyraźnie niezrównoważony psychicznie i że można go było namówić do kapitulacji.

DOSTĘP PREMIUM