List ocalałego ze Srebrenicy

?Dzisiaj zidentyfikowałem brata po jego sportowych butach. Jesienią ubiegłego roku znaleziono moją mamę. A raczej to, co po niej zostało. Parę jej kości obmywał potok, dwa kilometry od naszego domu we Vlasenicy, w Jarovlje. Mieszkający tam Serbowie przez czternaście lat wyrzucali na nią śmieci. I na jej sześciu towarzyszy. Dowiedziałem się, że wszyscy zostali wcześniej spaleni, mam jednak nadzieję, że ogień trawił ich dopiero po śmierci.? - pisze Hasan Nuhanovic, który 15 lat temu był tłumaczem holenderskich sił pokojowych w bośniackiej Srebrenicy. Dzisiaj jego list wydrukował "The Washington Post".

Srebrenica była wówczas muzułmańską enklawą, ogłoszoną przez ONZ "strefą bezpieczeństwa". Zgromadziło się tam 30 tys. ludzi, w tym tysiące uchodźców, szukających schronienia przed nacierającymi Serbami. Bronić ich miało 100 holenderskich żołnierzy z sił ONZ, uzbrojonych tylko w lekką broń. Siły serbskie zdobyły Srebrenicę 11 lipca roku 1995, na kilka miesięcy przed zakończeniem wojny. Holenderscy żołnierze wycofali się bez walki, gdy dowództwo misji wojskowej ONZ odmówiło wsparcia i zbombardowania Serbów. W efekcie masakry, do której potem doszło zginęło ponad 8 tysięcy bośniackich Muzułmanów, w tym rodzina Nuhanovica.

"Przez piętnaście lat modliłem się do Boga, by dowiedzieć się gdzie i dlaczego zaginęła moja rodzina. Czułem, że nie żyją, miałem tylko nadzieję, że nie cierpieli, nie umierali w mękach. Przez te wszystkie lata, czekałem na jakieś wiadomości... Wtedy, w 1995 roku, mogło się urodzić mnóstwo dzieci i teraz kończą już piętnasty rok. Może nawet 11 lipca. Nigdy, niczym, nikomu nie chciałbym zniszczyć przyszłości. Niech Bóg da, żeby to się nikomu już nie zdarzyło. Dla zbrodniarzy nie ma amnestii.

Dziennikarze często mnie pytają o przesłanie, które kryje się za moją opowieścią. Odpowiadam im wtedy, że kiedy po porozumieniu z Deyton przejeżdżałem przez wschodnią Bośnię szukając śladów zaginionych, miałem świadomość, że łąki w: Konjević Polja, Nove Kasabe, Glogove, czy niedaleko Srebrenicu kryją w sobie masowe groby. Nie potrafiłem więc dostrzec wśród zieleni traw kwitnących kwiatów, widziałem tylko cierpienie i dramatyczny koniec wielu, bardzo wielu ludzi. Widziałem tylko ich zbielałe kości. Mojej mamy, mojego taty, mojego brata....

Przejeżdżając koło miejsc, gdzie mieszkali Serbowie zastanawiałem się, który z nich jest mordercą. I nagle na łące, o której też słyszałem, że kryje liczne mogiły, zauważyłem małą, pięcioletnią dziewczynkę. Była w wieku mojej córki. A że byłem pewien, iż w okolicy są tylko serbskie domy widok tego dziecka wywołał sprzeczne uczucia. I wszystko mi się wtedy pomieszało: i żal, i ból i nienawiść. Pomyślałem o niewinności tej dziewczynki, przecież ona nic nie zrobiła, nawet nie miała świadomości swojego posępnego sąsiedztwa. Zrobiło mi się jej żal, bo mogłaby się bawić razem z moją córką w tym miejscu. One zasługują na lepszą przyszłość - i to mówię także serbskim dziennikarzom" - pisze Nuhanovic.

Całość listu na blogu Łukasza Konarskiego

DOSTĘP PREMIUM