Niewiadome ws. dokumentów katyńskich. "Wyszło na jaw kolejne kłamstwo"

- Wyszło na jaw kolejne kłamstwo katyńskie - relacjonuje z Moskwy Wacław Radziwinowicz. Od lat Polska, rodziny katyńskie i rosyjskie stowarzyszeni Memoriał zabiegają o odtajnienie materiałów ze śledztwa katyńskiego. Tymczasem dziś okazało się, że nie wiadomo kto je utajnił i... czy w ogóle są tajne -

Rosyjska organizacja Memoriał, Polska i rodziny katyńskie od wielu lat walczyły o odtajnienie dokumentów ze śledztwa katyńskiego z lat 1990-2004. Główna Prokuratura Wojskowa, która zamknęła śledztwo, nie upubliczniła uzasadnienia tej decyzji. Rosyjska Międzyresortowa Komisja ds. Ochrony Tajemnicy Państwowej zadecydowała, że uzasadnienie będzie tajne. Dlaczego? Z wyjaśnieniem zwlekano.

Dziś moskiewski sąd miał orzec, czy uznanie uzasadnienia za tajemnicę państwową jest zgodne z prawem. Jednak komunikat odczytany przez sąd czyni sprawę jeszcze bardziej zagmatwaną.

Komisja utajniła czy nie?

- Do roku 2004 Główna Prokuratura Wojskowa przy udziale polskich prokuratorów prowadziła śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej - tłumaczy w TOK FM Wacław Radziwinowicz. - Wtedy śledztwo zostało zamknięte, a materiały zgromadzone w jego trakcie objęte tajemnicą państwową.

Stowarzyszenie Memoriał domagało się odtajnienia tych dokumentów oraz wyjaśnienia, dlaczego materiały dotyczące zamknięcia śledztwa katyńskiego zostały uznane za tajemnicę państwową. - Od 2005 roku Główna Prokuratura Wojskowa zapewniała, że nie może nic zrobić, ponieważ te materiały zostały utajnione przez działającą przy prezydencie Międzyresortową Komisję ds. Ochrony Tajemnicy Państwowej - mówił Radziwinowicz. - Dzisiaj odbyła się kolejna rozprawa i na tę rozprawę Komisja przysłała pismo, w którym zapewniła, że oni niczego nie utajniali.

Co to oznacza?

Co to może oznaczać? - Jedna wersja może być taka, że te materiały są jawne, ale to wersja mało prawdopodobna. Druga wersja jest gorsza: że w rzeczywistości te dokumenty zostały utajnione przez Główną Prokuraturę Wojskową, która potem łgała na piśmie po to, żeby sprawę zamotać. Mamy do czynienia z kolejnym, popełnianym z premedytacją kłamstwem, tym razem ze strony Głównej Prokuratury Wojskowej - powiedział Radziwinowicz.

- Jeżeli dalej chcemy odtajnienia tych dokumentów, to z powodu tej komplikacji musimy rozpocząć całą procedurę od nowa. I wchodzimy w młyn biurokratyczny - komentował korespondent "Gazety Wyborczej". Zastrzegł jednak, że sprawa nie jest beznadziejna. - Jest jedna nadzieja - krajem rządzi Miedwiediew, który zapowiedział odtajnienie dokumentów i myślę, że jego obowiązkiem jest zareagować na to, co się dzisiaj wydarzyło - podsumował.

Komisja Międzyresortowa podlega prezydentowi Rosji, a jej pracami na co dzień kieruje szef prezydenckiej administracji. Jest najwyższym organem decydującym o klauzulach tajności nakładanych na dokumenty.

DOSTĘP PREMIUM