Mija 10 lat od tragedii "Kurska". Zginęła cała załoga okrętu

Rosjanie wspominają zatonięcie atomowego okrętu podwodnego "Kursk". 10 lat temu w katastrofie zginęła cała 118-osobowa załoga.

Okolicznościowe uroczystości odbędą się we wszystkich rosyjskich bazach morskich. W Sankt Petersburgu zbiorą się rodziny ofiar tragedii. Na statkach i okrętach zostały już spuszczone flagi. Marynarze minutą milczenia uczcili śmierć swoich kolegów. Na Morzu Barentsa, gdzie miała miejsce tragedia, zostaną rozrzucone kwiaty.

We wrześniu 2000 roku o katastrofę "Kurska" pytał Władimira Putina w CNN sam Larry King. Oto, co usłyszał od ówczesnego prezydenta Rosji.

Do zatonięcia okrętu "Kursk" doszło w trakcie manewrów rosyjskiej floty. Według oficjalnych informacji przyczyną tragedii była niekontrolowana eksplozja torpedy. W momencie eksplozji wodoszczelne grodzie, które oddzielały przedział torpedowy od reszty okrętu były otwarte, co wywołało kolejne wybuchy.

W wyniku tego, okręt osiadł na dnie morza na głębokości 108 metrów. Część marynarzy przeżyła serię wybuchów. Niestety wyłączyły się reaktory atomowe, wyczerpało się też zasilanie awaryjne. 23 marynarzy, którzy przeżyli katastrofę później zginęło prawdopodobnie z powodu braku tlenu.

Jak długo żyli uwięzieni ludzie, nie wiadomo. Według różnych źródeł w całkowitych ciemnościach mogli przeżyć jeszcze kilka dni.

Jeden z oficerów, którzy przeżyli wybuch, Dmitri Kolesnikow, zanotował nazwiska ocalałych, a przed śmiercią zostawił ostatnią notatkę: "Jest zbyt ciemno, ale spróbuję pisać po omacku. Chyba nie ma szans, 10-20 procent. Mamy nadzieję, że ktoś to jednak przeczyta. Poniżej jest lista ludzi z załogi innych przedziałów, którzy zgromadzili się w dziewiątym i będą próbowali wyjść. Pozdrowienia dla wszystkich, nie trzeba rozpaczać. Kolesnikow."

Śledztwo prokuratury wojskowej zakończyło się stwierdzeniem, że katastrofa była spowodowana "nieszczęśliwym wypadkiem". Nikt z marynarki wojennej Federacji Rosyjskiej nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

DOSTĘP PREMIUM