Gwałty, rozpacz i brak nadziei. Ingrid Betancourt o sześciu latach niewoli w Kolumbii

Warunki są straszne. Boisz się samotności, boisz się śmierci, boisz się samego strachu. I nie wiesz, kiedy to wszystko się skończy - tak wygląda dzień z życia więźnia kolumbijskiej partyzantki FARC. Ingrid Betancourt sześć lat była zakładniczką rebeliantów. Swoje przeżycia opisała w książce.

Próbowała uciekać. Nigdy się nie udało. Kiedy spróbowała znowu, związali ją, pobili i zgwałcili. "Wzięli mnie siłą, miałam konwulsje, serce i ciało były jak sparaliżowane. To wszystko trwało w nieskończoność" - tak na 700 stronach książki zatytułowanej "Nawet milczenie ma koniec" była kandydatka na prezydenta Kolumbii Ingrid Betancourt opisuje lata spędzone w niewoli partyzantów z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC). Niekończące się miesiące niewoli określa jako pomieszanie "nudy z rozpaczą".

Bez nadziei na wolność

"Warunki, w jakich cię trzymają, są potworne. Trudno nie stracić nadziei. Dostaliśmy najcięższy wyrok jaki może dostać człowiek - taki, o którym nie wiadomo, kiedy się skończy" - pisze mieszkająca obecnie we Francji Betancourt o niedoli swojej i współwięźniów. Jej gehenna trwała od lutego 2002, kiedy uzbrojeni mężczyźni zatrzymali jej samochód. Wtedy nie wiedziała, że następne sześć lat swojego życia spędzi w dżungli z partyzantami.

Walka o przetrwanie w dżungli "Ale przetrwałam" - pisze o torturach, jakim ją poddano po próbie ucieczki. Dopiero w czerwcu 2008 roku kolumbijscy żołnierze, przebrani za pracowników organizacji humanitarnej, zabrali ją wraz z 14 innymi zakładnikami i pilnującą ich partyzancką eskortą na pokład śmigłowca. Kiedy maszyna wzniosła się w powietrze, żołnierze obezwładnili bojowników FARC. Po uwolnieniu Betancourt, mająca podwójne obywatelstwo Francji i Kolumbii, wyjechała do Europy. Złożyła pozew o rozwód z mężem i przez 18 miesięcy spisywała swoje wspomnienia z kolumbijskiej dżungli. "To było nasze i tylko nasze zwycięstwo nad rozpaczą" - napisała Betancourt.

Bohaterka czy ignorantka?

Ale na jej wizerunku niezłomnej kobiety pojawiły się już rysy - informuje telewizja "Al Dżazira". Niektórzy z towarzyszy niedoli już opisali swoje wspomnienia, które stawiają Betancourt w niekorzystnym świetle. Jako członek jednej z najbardziej szanowanych rodzin w Kolumbii Betancourt miała być specjalnie traktowana. W czerwcu zdecydowała się pozwać kolumbijskie państwo o 6 mln. dolarów odszkodowania za cierpienia doznane od państwa, choć była w niewoli u partyzantów sprzeciwiających się rządowi. To nie zaskarbiło jej sympatii rodaków. Wielu Kolumbijczyków uważa, że została porwana wręcz na własne życzenie - pojechała samochodem prosto w serce konfliktu. Ona sama obwinia państwo, że nie zapewniło jej helikoptera i odebrało ochronę w trakcie kampanii wyborczej - informuje "Al Dżazira".

DOSTĘP PREMIUM