Węgry: toksyczne błoto może kryć ciała ofiar. Odbudowa "nie ma sensu"

Premier Węgier powiedział, że nie ma sensu odbudowa zniszczonych przez 'czerwony szlam' wiosek. - Tu nie można żyć - mówił Viktor Orban. Przez całą noc węgierskie ekipy ratunkowe dezaktywowały ulice i obejścia wsi zanieczyszczonych toksycznym bagnem, które wylało się z osadnika zakładów przetwórstwa aluminium. Ratownicy nie zaprzestali poszukiwania zaginionych ludzi.

Liczba ofiar, które mogą znajdować się jeszcze pod zwałami mułu, nie jest znana. Lokalne samorządy przyznały bowiem, że w wielu domach mieszkało więcej osób niż było zameldowanych. Wielu ludzi poszukuje nadal swoich bliskich i krewnych.

Przed południem rejony objęte katastrofą odwiedził premier Viktor Orban. Premier powiedział, że "nie ma sensu odbudowywanie zniszczonych wiosek". - Te domy trzeba ogrodzić i pozostawić potomnym jako groźne memento. Tu nie można żyć. Zbudujemy nowe osiedla - zapewnił premier dodając, że winni katastrofy zostaną surowo ukarani.

Ekipy ratunkowe usiłują ograniczyć rozmiary katastrofy ekologicznej. Do wody rzeki Marcel wsypano już 10 tysięcy ton wapna. Żołnierze uszczelniają potężną wyrwę w zbiorniku. Ulice, obejścia i wnętrza domów oczyszcza się łopatami, zmywa a trujące błoto ładuje do wiader.

- Wdychamy toksyny, pracujemy chałupniczymi metodami zbierając łopatami trujący szlam - mówi Szandor Csilla jeden z mieszkańców wsi Kolontaron.

Najbardziej poszukiwane są teraz buty gumowe, kwasoodporne rękawiczki, wiadra, płaszcze i worki.

Węgierski dziennik "Magyar Hirlap" napisał, że na Węgrzech w czasach komunizmu zbudowano wiele podobnych osadników z toksycznymi odpadami i to w bliskości wielkich rzek i miast. W miejscowości Alomasfuzito, blisko granicy ze Słowacją, składuje się obok Dunaju 7 milionów metrów sześciennych toksycznego odpadu. Kolejny skład w Mosonmagyarovar znajduje się zaledwie 100 metrów od 30-tysięcznego miasta.

DOSTĘP PREMIUM