Coraz bliżej uwolnienia 33 chilijskich górników

"Te ostatnie chwile są najtrudniejsze dla uwięzionych" - komentują akcję ratowniczą w Chile polscy ratownicy górniczy. A jest już coraz bliżej uwolnienia 33 chilijskich górników, którzy od 5 sierpnia są uwięzieni 700 metrów pod ziemią w kopalni złota i miedzi.

Ich wyciągniecie jednym z trzech szybów ratunkowych, które jednocześnie wiercą trzy różne maszyny, było zapowiadane na grudzień. Jednak już wiadomo, że może to nastąpić szybciej, gdyż jeden z odwiertów jest niemal gotowy. Wiadomości z Chile z zapartym tchem śledzą ratownicy górniczy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.

Jacek Wicher z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu w rozmowie z TOKFM mówi, że dowiercenie się do uwięzionych górników nie oznacza, że od razu wyjadą na powierzchnię. Najpierw ratownicy w Chile muszą ocenić stan techniczny otworu i obudować go rurami. Górnicy zostaną wyciągnięci specjalną kapsułą, której średnica jest bardzo mała.

- Otwór ma około 600 milimetrów średnicy, a kapsuła - 540 milimetrów. Człowiek do takiej kapsuły wchodzi w pozycji z rękami do góry, by zmniejszyć objętość ramion - tłumaczy Wicher. Kapsuła najpierw pojedzie sama i z kamerą, potem zjadą na dół ratownicy. Pierwsi górnicy, którzy będą nią wyjeżdżać, przeżyją potężny stres. Potem będzie już łatwiej.

- Następne osoby, kiedy dowiedzą się, że ewakuacja przechodzi bez przeszkód, z pewnością łatwiej do tej klatki wejdą - ocenia Jacek Wicher. Na końcu na powierzchnię wyjadą ratownicy. Średni czas przejazdu może potrwać około 15 minut. Będą to najtrudniejsze chwile dla wszystkich. - Zrozumiałe. Chcą uciec z miejsca, które było dla nich pułapką przez kilkadziesiąt dni.

DOSTĘP PREMIUM