Plaga samobójstw w amerykańskiej armii

Depresja, koszmary nocne, ataki paniki i bezsenność. Cotygodniowe wizyty u psychiatrów i koktajle z antydepresantów. Amerykańscy żołnierze nie wytrzymują stresu misji w Afganistanie i Iraku - pisze ?New York Times?. od stycznia do sierpnia zabiło się 125 żołnierzy.

Po powrocie z misji w Iraku w czerwcu 2009 żołnierz wojsk inżynieryjnych Armando G. Aguilar Jr. odwiedzał wojskowego psychoterapeutę co tydzień. Miał depresję, cierpiał na ataki paniki. Pod koniec widział ciemne postacie, których nie widział nikt inny. Często pił alkohol, a dwukrotnie niemal przedawkował pigułki nasenne i środki przeciwbólowe. Pewnej sierpniowej nocy o 3.30 nad ranem strzelił sobie w głowę.

Rekordowa liczba samobójców

Aguilar był jednym z 20 żołnierzy z amerykańskiej bazy w Fort Hood w Teksasie w tym roku, którzy najprawdopodobniej popełnili samobójstwa (wojsko potwierdziło dotychczas 14 z 20 przypadków). Śledztwa w sprawach sześciu pozostałych są w toku. Tylko w jednym tygodniu września zabiło się czterech żołnierzy. To najgorszy rok dla bazy od 2003, kiedy armia zaczęła rejestrować przypadki żołnierzy odbierających sobie życie - pisze "The New York Times".

Program pomocy żołnierzom nie działa

W ubiegłym roku samobójstwa popełniło 162 amerykańskich żołnierzy. W tym roku tylko do końca sierpnia liczba ta doszła do 125. Amerykańska armia boi się, że do końca roku niechlubny ubiegłoroczny rekord zostanie pobity. I to mimo prowadzonego od 20 miesięcy programu zapobiegania samobójstwom, w ramach którego żołnierze m.in. odgrywają scenariusze działania z osobami o tendencjach samobójczych i oglądają filmy instruktażowe.

- Jeśli kryterium sukcesu jest mniejsza liczba samobójczych śmierci, to się nam nie udało - przyznaje pułkownik Chris Philbrick, zastępca szefa specjalnej jednostki ds. samobójstw. - Mimo, że armia USA ma teraz 3,8 tys. terapeutów i psychiatrów - dwie trzecie więcej niż trzy lata temu - to wciąż za mało - dodaje Philbrick.

Irak i Afganistan przyczyną samobójstw

Wojskowi bronią się, że przyczyny samobójstw żołnierzy skomplikowane i nie ograniczają się do traumy po długotrwałym przebywaniu na misjach w Afganistanie i Iraku. 80 proc. żołnierzy-samobójców była na tylko jednej misji lub w ogóle nie pojechała na wojnę. Przypadki samobójców z Fort Hood są bardzo różne. Jak jednak wynika z informacji "New York Times'a", wspólną cechą wielu z nich często jest właśnie traumatyczna wojenna przeszłość.

Koktalj z antydepresantów niszczy psychikę?

Armando Aguilar Jr., który przeżył w trakcie misji kilka potężnych eksplozji, wpadł w depresję po tym, jak jego kolega Eugene Kankole zastrzelił się w latrynie. Wojskowi lekarze przepisali mu antydepresanty jeszcze przed powrotem do domu. Mimo regularnych wizyt u terapeuty zdecydował się odebrać sobie życie. Psychiatrę odwiedzał też Timothy Ryan Rinella, weteran czterech misji w Afganistanie i Iraku. 29-letni sierżant zastrzelił się z pistoletu kolegi. Żołnierze nie zawsze szukali jednak pomocy, obawiając się ośmieszenia jako tchórze. O kłopotach małżeńskich sierżanta Eugene E. Gigera, który powiesił się w kuchni swojego domu w Killeen, mało kto wiedział. Inni przechodzili terapię, ale i tak podjęli dramatyczną decyzję. Starszy sierżant Baldemar Gonzalez, pilot-weteran dwóch wojen irackich, miał zdiagnozowany zespół stresu pourazowego, cierpiał na bezsenność i koszmary nocne - opisuje jego żona Christina Barrientes. Wojskowi lekarze przepisali mu koktajl z pięciu leków. Według żony z atletycznego, otwartego mężczyzny Gonzalez szybko stał się cichym, zamkniętym w sobie człowiekiem. 25 września 2010 powiesił się we własnej sypialni.

DOSTĘP PREMIUM