"Victor Orbán król Węgier" karze za katastrofę ekologiczną

Węgierski parlament zdecydował, że rząd Viktora Orbána na dwa lata przejmie kontrolę nad prywatną firmą MAL. To właściciel huty w Ajku, z której zbiorników wypłyną czerwony szlam. - Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby w związku z katastrofą w Zatoce Meksykańskiej nacjonalizować BP - komentuje Marek Zuber. Zdaniem ekonomisty tym, co wydarzyło się na Węgrzech, powinna zainteresować się UE.

Do największej w historii Węgier katastrofy ekologicznej doszło 4 października w miejscowości Ajku. Ponad milion metrów sześciennych czerwonego szlamu zalało okolicę. Powodem było przerwanie wału zbiornika osadowego, w którym składowano niebezpieczne odpadu z huty aluminium należącej do firmy MAL. Zginęło dziewięć osób. W szpitalach nad przebywa około 50 rannych.

Węgierskie władze wzięły się ostro do rozprawy z firmą MAL. Zatrzymano (na 72 godziny) prezesa firmy Zoltana Bakonyia. Policja przejęła kontrolę nad węgierskimi aktywami firmy. Kontrolę zaczęły służbę skarbowe. Zwieńczeniem dotychczasowej akcji wydaje się być przyjęcie przez parlament specjalnej ustawy, która pozwoliła państwu na przejęcie władzy nad prywatnym przedsiębiorstwem.

Wegierski premier dla ludu. Przeczytaj

Na podstawie nowych przepisów firmą pokieruje komisarz, który odpowiadać będzie tylko przed premierem. Przeciwko ustawie głosował tylko jeden poseł.

Tego chce lud

- Myślę, że to ruch wychodzący naprzeciw oczekiwaniom społecznym. Bo wszyscy nienawidzą tej huty. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby w związku z katastrofą w Zatoce Meksykańskiej nacjonalizować BP - komentował w TOK FM Marek Zuber, ekonomista i analityk z " Dexus Partners". I przypomniał, że węgierski premier Viktor Orbán często nazywany jest "królem Węgier".

"Tak karze premier Węgier". Przeczytaj

Jak wyjaśniał, raczej nikt nie ma wątpliwości, że właściciele MAL "są winni i zachowywali się w sposób naganny". - Ale to są nasze odczucia. Musi być postanowienie sądu albo jakiejś komisji, która zajmuje się sprawą. I dopiero wtedy, jak stwierdził Zuber, można wprowadzać radykalne rozwiązania. - Myślę, że jak opadną emocje także właściciele będą dochodzili swoich praw - dodał.

Gość TOK FM nie ma wątpliwości, że sprawą powinna zainteresować się Unia Europejska.

Dom ubezpieczony lepiej niż zbiornik

Zdaniem Jarosława Gizińskiego z tygodnika "Newsweek", decyzja parlamentu odzwierciedla nastroje Węgrów. - Właściciele MAL przez pierwsze dni po katastrofie praktycznie niewiele zrobili poza zrzucaniem z siebie odpowiedzialności - mówił w TOK FM. Nie pomogły im też ujawniane informacje. - Firma była prywatyzowana na szczególnych warunkach. Miała m.in. przeprowadzić inwestycje ekologiczne - zmienić technologię przechowywania odpadów przemysłowych. A nie zrobili nic. Jeden z właścicieli MAL jest już chyba wśród 20. najbogatszych Węgrów. A zbiorniki które poczyniły takie straty były ubezpieczone na sumę mniejszą niż jego prywatny dom w Budapeszcie - wyliczał dziennikarz.

Jeszcze dziś węgierski rząd ma podjąć decyzję o tym, czy wznowić produkcję w hucie aluminium w Ajku.

DOSTĘP PREMIUM