MySpace też dziurawy? Wyciek danych jest powszechny

Facebook tłumaczy wyciek specyfiką działania wyszukiwarki. Zapewnia, że udostępnianie danych nie było intencjonalne. Okazuje się, że problem nie jest nowy i dotyczy również innych serwisów społecznościowych, np. MySpace.

Najnowsza sprawa wycieku prywatnych informacji o użytkownikach z Facebooka pokazała szerszy problem nielegalnego używania danych przez agencje reklamowe. Pracownicy Facebooka swoją dziurę tłumaczą względami technicznymi. W specjalnie wydanym oświadczeniu zaznaczają, że nie ma żadnych dowodów na związek pomiędzy techniczną stroną funkcjonowania serwisu a gromadzeniem lub niewłaściwym stosowaniem danych osobowych. - W większości przypadków przedsiębiorcy nie przejmowali danych celowo, działo się tak za sprawą przeglądarki internetowej - tłumaczył w poniedziałek na swoim blogu inżynier Mike Vernal.

- Facebook bardzo długo gwarantował, że dane użytkowników nie są dostępne dla reklamodawców - mówi Marc Rotenberg z Electronic Privacy Information Center w Waszyngtonie. Sprawa dotyczy specjalnego numeru ID każdego użytkownika, który umożliwia znalezienie nazwiska, zdjęcia profilowego i płci oraz wgląd w informacje zaznaczone jako widoczne dla "wszystkich". - Może być to lista znajomych, informacje biograficzne, czy to, co dany użytkownik "lubi" - wyjaśnia Rotenberg. Facebook zapewnia jednak, że fejsbukowy PESEL nie daje dostępu do prywatnych informacji o użytkowniku.

Obrońcy prywatności podkreślają, że problemu nie stanowi sposób w jaki dane wydostały się na zewnątrz, ale sam fakt, że do wycieku doszło. Jeśli użytkownicy Facebooka nie będą mieć pewności, że ich dane są zabezpieczone, przestaną dzielić się informacjami o sobie w portalu.

- Reklamodawcy mają dostęp do danych zamieszczanych również na innych portalach społecznościowych. Należy zbadać tę sprawę - mówi Peter Eckersley z fundacji zajmującej się prawami w mediach cyfrowych. "The Wall Street Journal" nie wspomniał o możliwości istnienia tego problemu w pozostałych serwisach, np. MySpace, który należy do tego samego wydawcy, co dziennik.

Niezależny krytyk mediów Jeff Jarvis podkreśla, że przekazywanie danych reklamodawcom jest powszechna też wśród tradycyjnych firm. Przykładowo na liście prenumeratorów bez trudu można znaleźć nazwiska i prawdziwe adresy. - Najgorsze jednak jest to, że ktoś przekazuje nam coraz bardziej spersonalizowaną reklamę - mówi Jarvis.

DOSTĘP PREMIUM