Wybory na Haiti blisko rok po huraganie. "Nikt nie wierzy, że kandydaci mają pomysł"

- Nad Haiti nadciąga tajfun, dzieci opuściły szkoły, które są zamykane, ludzie mają zostać w domu. Informują o tym miejscowe media - opowiadał na antenie TOK FM Jerzy Jurecki, dziennikarz "Tygodnika Podhalańskiego", który jest w Port-au-Prince. - Nadchodzi huragan, ale dla Haitańczyków to żadna nowość, oni są do tego przyzwyczajeni - podkreślił. W tle nadchodzących wydarzeń na Haiti trwa prezydencka i parlamentarna kampania wyborcza. - Mało kto wierzy w obietnice polityków - dodaje Jurecki.

- Byłem na Haiti prawie rok temu i teraz mam dobre wieści. Sytuacja jest trochę lepsza niż była wcześniej, widać to na ulicach - relacjonował dla Radia TOK FM Jurecki. - Port-au-Prince, mimo tego, że ciągle jest w gruzach, wygląda jakby normalnie pracowało i żyło. Toczy się handel, ludzie mają co jeść. Dodatkowo zabarwienia wszystkiemu dodają wybory prezydenckie, które zaraz się odbędą. Na gruzach domów wiszą setki tysięcy plakatów. Jest 19 kandydatów na prezydenta, ale mało kto jest zorientowany kto jest kim. Dodatkowo do obsadzenia jest 30 miejsc senackich i 118 poselskich, więc cały tłum kandydatów chce się pokazać na ulicy. Dlatego wszystkie budynki, te gruzy, ruiny są obklejone plakatami przeróżnych twarzy - opowiadał Jurecki.

"Nikt nie wierzy, że kandydaci mają pomysł"

- Mało kto wierzy w obietnice wyborcze, bo Haiti to kraj, który zawsze był targany korupcją, a odchodzący prezydent to człowiek, który jest oskarżany o dbanie tylko o swoje interesy, o korupcję i defraudacje finansowe - opowiadał dziennikarz "Tygodnika Podhalańskiego". - Zwykli mieszkańcy są przekonani i boją się tego, że żaden z tych 19 kandydatów nie ma pomysłu, co zrobić dla Haiti. Zresztą trudno mieć pomysł bez pomocy z zewnątrz w kraju, który cały czas jest w gruzach, w którym stolica jest zrujnowana, a ponad milion ludzi mieszka na ulicach. W kraju, gdzie panuje epidemia cholery, teraz opanowana, ale nadal wisząca w powietrzu. Miasteczka opanowane przez cholerę nie są skanalizowane, nie ma wody i to, że ta epidemia wybuchła, to tak naprawdę nic dziwnego - komentował Jurecki.

Zdementował równocześnie opowieści o biegających po ulicach członkach gangów z maczetami. - To trochę przesadzone opowieści ludzi, którzy nie wiedzą jak wygląda życie na Karaibach. Im wydaje się, że każdy człowiek, który idzie z maczetą, chce od razu odciąć głowę. Ale tak nie jest, ja czuję się bezpiecznie. Jestem na Haiti trzeci raz i nie spotkałem się ani razu z agresją wobec siebie. Widziałem strzelaniny, różne przypadki powiedzmy "nerwowe", ale ludziom, którzy mieszkają 11 miesięcy pod prześcieradłem puszczają nerwy, to oczywiste - dodał.

Jurecki podkreślił, że cały czas na Haiti potrzebna jest pomoc, że kraj cały czas cierpi, a bez pomocy humanitarnej mieszkańcy by sobie nie poradzili. - Na miejscu są organizacje i dzięki nim 100-tysięczne obozy są zaopatrywane w wodę i jedzenie. Bez tego ludzie by zginęli - podsumował Jurecki.

Wybory na Haiti planowane są na 28 listopada. Wyznaczył je prezydent Rene Preval. Będą to pierwsze wybory od tragicznego trzęsienia ziemi, które w styczniu tego roku nawiedziło Haiti.

DOSTĘP PREMIUM