"The Economist" chwali obecne władze Polski, gani opozycję

"Krytycy i wspierający polską politykę zagraniczną są zgodni - w przeciągu trzech lat relacje tego kraju z Rosją się zmieniły. Pytanie tylko: w co?" - pyta "The Economist". Gazeta poddaje analizie relacje Polski z Rosją, Ameryką i UE, nie szczędzi przy tym pochwał rządowi Donalda Tuska, ruga za to poprzednie władze - braci Kaczyńskich.

Krytycy, zdaniem "The Economist", widzą Polskę "raczej jako goniącą za wielkimi krajami, takimi jak Rosja, Francja, Niemcy" oraz "jak nastolatka chcącego spędzać czas z dorosłymi, nieostrożnego w sprawach własnego interesu narodowego". Tygodnik jako przykład przywołuje słowa Jarosława Kaczyńskiego, jakoby Polska była "rosyjsko-niemieckim kondominium" oraz wizytę Antoniego Macierewicza i Anny Fotygi w Waszyngtonie, aby "zdobyć amerykańskie poparcie dla śledztwa w sprawie, które uważają za wielką przykrywkę".

Entuzjaści z kolei postrzegają podejście krytyków - wskazanych przez tygodnik jako opozycję - jako rodzaj zastanawiającej paranoi, gdyż "Polska nigdy nie była bezpieczniejsza, bogatsza lub bardziej poważana na świecie, jak teraz. Jej rząd jest silny, stabilny i niesamowicie popularny. Wizerunek zagraniczny, pomijając przedziwne wizyty w Waszyngtonie (chodzi o wizytę Antoniego Macierewicza i Anny Fotygi - przyp. red.), znacznie się poprawił".

Zdaniem tygodnika pod rządami braci Kaczyńskich "Polska była pośmiewiskiem, a jej polityka zagraniczna cechowała się dezorganizacją, żałością i tym, że po prostu kłuła". Teraz "The Economist" zwraca uwagę na zadowolenie Brukselii z determinacji Polski i jej planowaniu swojej prezydentury w UE, która nastąpi w drugiej połowie 2011 roku. - Po raz pierwszy od dekad Polska jest graczem, a nie boiskiem do gry europejskiej dyplomacji - czytamy.

Autorzy podkreślają, że po raz pierwszy w historii kraj ma dobre stosunki z Niemcami, Rosją i Ameryką jednocześnie, a "opozycja widzi to jako sprzedawanie się". Polska oczami "The Economist" stała się bardziej pragmatyczna, a mniej romantyczna. "Już nie idealizuje Ameryki, nie widzi siebie jako części mesjanistycznej konsolidacji wolności, sprawiedliwości i prosperity wśród postsowieckich republik". Zdaniem gazety teraz to interes narodowy jest silnikiem napędowym polityki zagranicznej Polski.

"Niektórzy starsi dyplomaci mówią, że największą katastrofą Polski było przecenianie swojej siły. I właśnie w przyszłości Polska musi być silniejsza, nie odważniejsza" - pisze "The Economist" .

DOSTĘP PREMIUM