Nie żyje dwóch żeglarzy z polskiego jachtu. To kapitan i jego brat

Nie żyje dwóch członków załogi polskiego jachtu żaglowego "Nashachata". Jacht płynący z Antarktydy do argentyńskiego portu Ushuaia rozbił się w poniedziałek u południowych wybrzeży Argentyny. Pięciu członków załogi udało się uratować.

Po wielu godzinach poszukiwań ratownicy argentyńskiej marynarki wojennej odnaleźli ciała dwóch - uważanych wcześniej za zaginionych - żeglarzy. Według portalu tierralatina.pl to kapitan jachtu i jego brat. Wiadomość o ich śmierci potwierdza też organizator wyprawy na swojej stronie internetowej .

Pięciu uratowanych członków załogi płynie na pokładzie argentyńskiego statku do portu Ushuaia. Jeden z żeglarzy jest ranny w głowę, jego życiu nie zagraża jednak niebezpieczeństwo. Czterech pozostałych nie wymaga pomocy lekarskiej.

Dramatyczne warunki pogodowe

Warunki atmosferyczne na trasie polskiego jachtu były bardzo trudne. Wiatr w porywach osiągał siłę 11 stopni w skali Beauforta, fale miały 5 metrów, temperatura była bliska 0 stopni i padał zamarzający deszcz ze śniegiem.

Jako pierwsze wezwanie o pomoc z polskiego jachtu odebrały chilijskie służby ratunkowe w Puerto Wiliams w poniedziałek rano. Argentyńczycy wysłali na ratunek swój holownik, który w poniedziałek wieczorem zlokalizował polską jednostkę w okolicach położonej u wejścia do kanału Beagle zatoki Sloggett.

Pogoda uniemożliwiła ratownikom ewakuację załogi. Lokalny szef operacji ratunkowych argentyńskiej Marynarki Wojennej, kapitan fregaty Alejandro López, tłumaczył wówczas, że załoga holownika zdołała jednak dojrzeć polski jacht "noszący wyraźne ślady konfrontacji ze sztormową pogodą, w tym złamany maszt", oraz znajdujących się na brzegu członków jego załogi. Potwierdził, że na widok holownika Polacy wystrzelili dwukrotnie czerwoną flarę oznaczającą wzywanie pomocy.

Wpadli do wody, gdy jacht uderzył o skały

Argentyński holownik całą noc krążył w pobliżu polskich rozbitków, czekając na ewentualną poprawę pogody. Wczoraj przed południem wiatr i fale uspokoiły się na tyle, że załoga holownika zdecydowała się spuścić na wodę ponton z ratownikami. Gdy ci dotarli do rozbitków okazało się, że z 7-osobowej załogi na lądzie przebywa tylko piątka. Dwie osoby, według relacji znalezionych Polaków, wpadły do wody w momencie, gdy w poniedziałkowe popołudnie, pozbawiona steru "Nashachata" uderzyła o podwodne przybrzeżne skały podczas próby sztrandowania - powiedział serwisowi tierralatina.pl rzecznik prasowy argentyńskiej Marynarki Wojennej.

Nashachata była nową jednostką. Swój pierwszy rejs testowy wykonała w październiku 2007 roku. W 2008 roku jacht wyruszył z Gdańska w wielomiesięczną podróż, mającą się zakończyć dopiero w przyszłym roku. W jej trakcie "Nashachata" przepłynęła przez Atlantyk, opłynęła wschodnie wybrzeże Ameryki Południowej, pokonała Horn, a następnie okrążyła Ziemię, zawijając do portów m.in. w RPA, Australii, Nowej Zelandii, francuskiej Polinezji i na chilijskiej Wyspie Wielkanocnej.

15 listopada tego roku jacht zamknął krąg ponownie mijając przylądek Horn. Przez cały ten czas zmieniały się załogi i kapitanowie jednostki. 30 listopada "Nashachata", z nową załogą, wyruszyła z Ushuaia w rejs na Antarktydę.

DOSTĘP PREMIUM