Erupcja agresji na moskiewskich lotniskach. Jest śledztwo w sprawie paraliżu komunikacyjnego

Rosyjscy prokuratorzy na polecenie prezydenta Dmitrija Miedwiediewa zajęli się zbadaniem okoliczności trwającego od niedzieli paraliżu moskiewskich lotnisk. Na lotniskach panuje chaos, dochodzi nawet do bójek i szturmów pasażerów.

Prokuratorzy otworzyli śledztwo ws. gigantycznych opóźnień by "chronić prawa pasażerów" - powiedział prokurator Jewigienij Pospelow agencji Interfax. Śledczy sprawdzą, czy przedsiębiorstwa operujące na stołecznych lotniskach przestrzegały praw pasażerów i przepisów o transporcie lotniczym.

Dyrektor Szeremietiewa Michaił Wasilenko winą za całą sytuację obarczył warunki pogodowe. Wściekli pasażerowie podkreślają jednak fatalną organizację pracy na lotniskach. - Gdybyśmy byli w USA, byłby pan natychmiast pozwany - napisał do Wasilenki bloger Siergiej Czapligin.

Chaos był spowodowany nie przez atak zimy, ale przez wyjątkowo ciepłą jak na grudzień pogodę. Zamiast śniegu w ciągu ostatnich trzech dni padał zamarzający deszcz, który oblodził większość samolotów. Tłumy pasażerów utknęły na lotniskach Moskwa-Wnukowo i Moskwa-Szeremietiewo. Łącznie na trzech moskiewskich lotniskach opóźnionych było 200 połączeń.

Pasażerowie "na skraju załamania nerwowego"

Do paraliżu ruchu lotniczego przyczyniło się dodatkowo zerwanie oblodzonej linii energetycznej dostarczającej prąd na największe moskiewskie lotnisko w Domodiedowie. Po tym zdarzeniu przez dwa dni nie przyjmowano tam lotów . Zazwyczaj Domodiedowo obsługuje 700 lotów dziennie.

Pasażerowie musieli zmagać się z niedziałającą wentylacją i brakiem wody w toaletach na lotnisku. Wściekłość wywołał też kompletny brak informacji. Pasażerowie domagający się wiadomości o swoich lotach przypuścili wczoraj szturm na strefę odpraw. - Ludzie są na skraju załamania nerwowego - mówiła jedna z pasażerek, czekająca na Domodiedowie. Linie lotnicze musiały ściągnąć dodatkową ochronę by uspokoić wściekłych pasażerów. Podróżni walczyli ze sobą o wózki bagażowe, które służyły im jako łóżka. Dostawy prądu wznowiono dopiero we wtorek.

Podróżni pobili pracowników Aeroflotu

Do zablokowania strefy kontroli przez zdesperowanych podróżnych doszło też na Szeremietowie. Pasażerowie stracili cierpliwość, gdy dowiedzieli się, że ich samolot do Tajlandii, na który czekali od 24 godzin, ma dalsze opóźnienie.

Kilka godzin później wściekli podróżni pobili pracowników Aeroflotu. Personel rosyjskiego przewoźnika boi się rozmawiać z podróżnymi i twierdzi, że na lotnisku jest za mało ochrony - podała agencja RIA Novosti, cytując pracownika linii. Policja nie chciała komentować bójki, jej przedstawiciele stwierdzili tylko, że nie byli w nią zaangażowani.

Hieny zarabiają na opóźnieniach

Opóźnienia stały się dla wielu okazją do szybkiego zarobku. Firmy cateringowe zgłosiły, że grupa niezidentyfikowanych mężczyzn chciała wykupić cały zapas wody pitnej. - Zablokowali nam dojazd do lotniska - mówił agencji Interax jeden z pracowników. Ceny poszybowały w górę. Butelka wody w lotniskowych restauracjach kosztowała nawet 500 rubli (16 dolarów), a taksówkarze za 40-minutowy kurs do stolicy żądali 10 tys. rubli (300 dolarów) - pisali wściekli pasażerowie na blogach.

Potrzeba dwóch dni by przywrócić ruch

Sytuacja na moskiewskich lotniskach stopniowo wraca do normy. W podmoskiewskim Domodiedowie obsłużono w nocy 120 rejsów. 70 samolotów wylądowało na lotnisku, pasażerom 50 rejsów udało się wylecieć z Moskwy. O tym informują służby Federalnej Agencji Transportu Lotniczego "Rosawiacja".

Rosyjska agencja turystyczna szacuje, że na lotniskach uziemionych jest nadal ponad 20 tys. pasażerów. Dyrekcje lotnisk przewidują, że przywrócenie normalnego ruchu potrwa jeszcze co najmniej dwa dni.

DOSTĘP PREMIUM