Jak skończy się "Jaśminowa rewolucja"? Demokracja mało prawdopodobna

Dziś mamy poznać skład nowego rządu Tunezji. Decydujący wpływ na jego kształt mają ludzie związani z byłym prezydentem Ben Alim. W jakim kierunku pójdzie Tunezja po "Jaśminowej rewolucji"? - Tworzenie demokracji chyba nie będzie możliwe w najbliższym czasie - uważa Jacek Mojkowski. - Możliwe więc, żeby "władze objęła ekipa podobna do Ben Alego, ale bez Ben Alego - spekuluje szef tygodnika "Forum".

Wydarzenia w Tunezji, którą od 23 lat rządził prezydent Zin el-Abdin Ben Ali nazwano już "Jaśminową rewolucją". Obowiązki prezydenta pełni tymczasowo przewodniczący izby niższej parlamentu Fuad Mebaza. Dziś poznamy skład nowego rządu. Ale jak podkreślał Jacek Mojkowski w TOK FM mimo ucieczki Ben Alego to jego ludzie mają decydujący wpływ na to, co dzieje się w kraju.

"Żona prezydenta Tunezji uciekła z... 1,5 tony złota".Przeczytaj

Co więc czeka Tunezję? Zdaniem Mojkowskiego możliwe są trzy scenariusze. - Pierwszy, że w kraju zapanuje pełzający chaos. To może się kończyć albo przejęciem władzy przez islamistów, co byłoby dramatem dla całego regionu i świata, albo zamachem stanu. Drugi scenariusz zakłada, że jednego pustynnego Ceau escu zastąpi drugi. Trzeci scenariusz to tworzenie demokracji i przyciąganie do rządzenia opozycji - wyliczał redaktor naczelny tygodnika "Forum".

Ale według dziennikarza ten ostatni scenariusz jest najmniej prawdopodobny. - Świat by sobie tego życzył. Ale z opozycją dzieje się w Tunezji to co w innych krajach rejonu - jest skłócona i podzielona - dodał gość Komentarzy Radia TOK FM. - To jest możliwe. Aparat władzy był wszechobecny i trudno żeby przez te kilkadziesiąt lat wykrystalizowała się jakaś alternatywa - uważa islamolożka dr Katarzyna Górak-Sosnowska.

Wciągnięcie do rządzenia opozycji powinno być wyjątkowo ważne dla premier i prezydenta Tunezji. - To jest wyścig z czasem. Jeśli się nie uda stworzyć rządu tymczasowego z jakimś udziałem opozycjonistów, to znaczy że obecna władza będzie miała problem. Lekkie uspokojenie nastrojów obywateli przerodzi się w kolejny bunt - tłumaczył Jacek Mojkowski.

"Ten dyktator to skurczybyk, ale wszystko trzymał w garści?

To co dzieje się w Tunezji jest nie lada problemem dla Unii Europejskiej. - W sferze werbalnej UE mówi: popieramy demokrację. Ale nie wiadomo, co może się pojawić jak zniknie dyktatorska władza. Możliwy jest wariant irański - pojawienie się islamistów przy władzy. Pewnie w kuluarach UE toczą się rozmowy: ten dyktator to skurczybyk, ale jednak trzyma to wszystko w garści. To jest wygodne myślenie, bo reżim jest przewidywalny. A puszczenie łódki w dryf może spowodować, że wyląduje ona na skałach - stwierdził szef tygodnika "Forum".

- Przypuszczam, że poparcie będzie szło w tym kierunku aby władze objęła ekipa podobna do Ben Alego, ale bez Ben Alego - powiedział Jacek Mojkowski.

Były prezydent Tunezji rządził krajem 23 lata. Nie jest to wcale rekord jeśli chodzi o północną Afrykę. Jak wyliczał Mojkowski w TOK FM: " w Egipcie Hosni Mubarak rządzi już 30 lat, w Jemnie prezydent Ali Abdullah Salih - 32 lata, w Libii Muammar Kadafi". - Mamy do czynienia z kleptokracjami, które rozkradają majątek krajów, z patologią gdzie z jednej strony jest stetryczała władza a po drugiej zbuntowane młode społeczeństwo - dodał gość Komentarzy Radia TOK FM.

Zdaniem dr Górak-Sosnowska bez względu na przyszłość wydarzenia z ostatnich tygodni to przełom w historii Tunezji. Jak wyjaśniała w TOK FM, mimo niewiadomej jaką jest przyszłość kraju jest dobrej myśli. - Tunezja nie pogrąży się w takim chaosie jak Irak - bo to społeczeństwo bardziej wykształcone i zamożniejsze. A przy tym wszystkim o dużej tradycji działalności w związkach zawodowych. Jest potencjał żeby ten kraj wyprowadzić z kryzysu - uważa Górak-Sosnowska.

DOSTĘP PREMIUM