Pilot Air Force One: Nawet prezydent nie może kazać mi lądować

- Jesteśmy stale uczeni w Siłach Powietrznych USA, że schodzenie poniżej minimalnych warunków jest złamaniem prawa. Kontroler na ziemi jest dla nas ostatecznym autorytetem mówiącym, czy możemy, czy nie możemy bezpiecznie podchodzić do lądowania - mówi w rozmowie z Tomaszem Machałą płk Mark Tillman, były pierwszy pilot prezydenta USA. Cały wywiad w najnowszym tygodniku ?Wprost?.

W wywiadzie dla tygodnika "Wprost" płk Tillman zapewnia, że jeśli kontroler ostrzega go, że pogoda jest poniżej warunków pogodowych, on nigdy nie zszedłby niżej niż do wysokości decyzji. - Nigdy nie poleciałbym niżej, żeby wypatrywać pasa. Nie znam pilota, który by to zrobił - mówi.

Były pierwszy pilot, który przez dziewięć lat dowodził pułkiem odpowiedzialnym za loty najważniejszych osób w USA tłumaczy, że do poszczególnych lotów z prezydentem załogi przygotowywały się przez dwa-trzy miesiące, tak by zadanie zostało wykonane perfekcyjnie. - Przykładałem ogromną wagę, by zaplanować wszystko, co było związane z nawigacją, lotniskiem docelowym, bezpieczeństwem prezydenta po wylądowaniu. Nie jest tak, że wskakuje się do samolotu i po prostu leci. - dodaje.

"Ekstremalnie ważny jest trening"

Tillman opowiada, że w przygotowaniu do lotu z najważniejszą osobą w państwie równie ważny, poza zaplanowaniem misji, jest trening. - Jest wręcz ekstremalnie ważny. To dlatego my szkolimy się tak dużo. Wsiadając do samolotu, muszę wiedzieć, że moja załoga jest tak samo dobrze wyszkolona jak ja, że jesteśmy zgrani. Mamy tak wiele ćwiczeń w symulatorach, że wiem, co drugi pilot powie, jak zareaguje w krytycznej sytuacji. Siły powietrzne poświęcają dużo uwagi i pieniędzy, by mieć gwarancję, że prezydent jest bezpieczny na pokładzie Air Force One - podkreśla pilot.

"Uprawnienia prezydenta nie mają pierwszeństwa nad przepisami bezpieczeństwa"

- Uprawnienia prezydenta nie mają pierwszeństwa nad przepisami bezpieczeństwa - wyjaśnia płk Tilman pytany o to, czy prezydent USA jako zwierzchnik sił zbrojnych może nakazać pilotowi Air Force One lądowanie. - Latałem z kilkoma prezydentami i nigdy nie traktowałem ich w powietrzu jako moich dowódców w sensie wojskowym. Traktowałem ich wyłącznie jako przywódców politycznych. Moją pracą jest przewiezienie ich z miejsca na miejsce. Nigdy ani oni, ani nikt z ich otoczenia, ani nikt z moich wojskowych przełożonych nie nakazywał mi podejmowania jakichś decyzji w powietrzu. Zatrudnili mnie przecież z przekonaniem, że jestem najlepszy z najlepszych - wyjaśnia.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost".

Kolenda-Zaleska w zabójczej mini, a Olejnik... Zobacz zdjęcia z Balu Dziennikarzy >>

DOSTĘP PREMIUM