Egipt. "Bezstronna armia" zatrzymywała i torturowała niewinnych demonstrantów

Żołnierz bratający się z tłumem - obrazek, który często widziano w mediach w czasie zamieszek w Egipcie. Armia miała być bezstronna, miała zapewniać bezpieczeństwo- wierzyli w to i Egipcjanie, i międzynarodowi obserwatorzy. Niestety, nie mieli racji. Według brytyjskiego dziennika "The Guardian", w trakcie trzytygodniowych demonstracji wojsko zatrzymało i torturowało tysiące przeciwników Mubaraka.

Żołnierze przechodzący na stronę demonstrantów, pomagający protestującym, pilnujący bezpieczeństwa, oddzielający od siebie zwolenników i przeciwników Mubaraka - tak do tej pory wyobrażaliśmy sobie działanie egipskiej armii. Jednak organizacje chroniące prawa człowieka nie pozostawiają złudzeń. Oskarżają armię stronnicze aresztowania i tortury. Dla Egipcjan takie praktyki to nie nowość, ale kojarzyły im się głównie ze służbami bezpieczeństwa SSI, nie z armią, której ufali.

O bezstronności armii miał też świadczyć fakt, że zatrzymywała również zwolenników Mubaraka. Rzeczywiście, zatrzymywała, tyle że zaraz później wypuszczała. Za to większość opozycjonistów do dziś nie wyszło z więzień.

Zatrzymany za ulotkę

Wychodzenie w czasie godziny policyjnej, obrażanie oficerów wojskowych, ale także nieodpowiedni wzrok lub wygląd - nawet najbardziej błaha sprawa mogła być pretekstem do aresztowania. Pośród zatrzymanych byli aktywiści działający na rzecz praw człowieka, prawnicy i dziennikarze.

Ich jednak wypuszczano jako pierwszych - mieli znane nazwiska, wpływy, szukało ich wiele osób w całym kraju. Prawdziwym problem są setki, a może nawet tysiące zwykłych Egipcjan, którzy"zniknęli" w wojskowych więzieniach. Za rozdawania politycznych ulotek, udział w demonstracjach, a nawet za sam wygląd. Większość z nich wciąż nie wróciła.

"Możesz zgnić w więzieniu, nikt się o tym nie dowie"

Jednym z zatrzymanych jest dwudziestotrzylatek Ashraf. Żołnierze zaczepili go w pobliżu placu Tahrir, kiedy niósł apteczkę dla rannego kolegi. - Szedłem skrajem ulicy i nagle zatrzymał mnie żołnierz. Zapytał, gdzie idę, powiedziałem mu. Wtedy on oskarżył mnie o kolaborację z zagranicznymi wrogami. Nadbiegli inni żołnierze, zaczęli bić mnie swoją bronią - relacjonuje.

Ashrafowi związano ręce, jeszcze raz go pobito i przetransportowano do jednostki wojskowej na tyłach Muzeum Starożytności. To właśnie tam przetrzymuje się większość "więźniów politycznych". - Wsadzili mnie do pokoju, pytali, kto płaci mi za występowanie przeciwko rządowi. Kiedy powiedziałem, że po prostu chciałbym zmiany władzy, uderzyli mnie w głowę, upadłem na podłogę. Zaczęli mnie kopać Mówili, że mogę zgnić w więzieniu, i tak nikt się o tym nie dowie.

Ashraf był torturowany przez 18 godzin. Wypuszczono go dopiero wtedy, gdy do pokoju wprowadzono kilku innych mężczyzn - pobitych i zastraszonych. Kazali mu już nigdy więcej nie wracać na plac Tahrir.

Inny wypuszczony więzień mówi, że był dwukrotnie poddany elektrowstrząsom. - To nawet nie było przesłuchanie, żołnierz prawie w ogóle nie zadawał mi pytań. Po porostu przez dwa dni mnie torturował - opowiada.

Wciąż setki, tysiące zaginionych

Inni nie mieli tyle szczęścia co Ashraf - nie zostali wypuszczeni. Hossam Bahgat, dyrektor jednej z egipskich organizacji broniących praw człowieka, codziennie odbiera dziesiątki, setki telefonów. - Dzwonią zrozpaczone matki i żony, mówią, że ich bliscy zniknęli, że nie mogą ich znaleźć. Jestem prawie pewien, że zostali zatrzymani przez wojsko - dodaje.

Jednym z tych, których nie odnaleziono, jest Kareem Amer, opozycjonista, blogger. W więzieniu spędził ostatnie cztery lata swojego życia - skazano go za krytykowanie rządu. Dopiero niedawno wyszedł na wolność. Nie na długo - wojsko aresztowało go ponad tydzień temu , kiedy opuszczał plac Tahrir. Od tego czasu ślad po nim zaginął.

Organizacja Human Right Watch zanotowała 119 przypadków aresztowania cywilów. Pięć osób oficjalnie przyznało, że było torturowanych. Jak jednak można to sprawdzić, jeśli nikt, a już na pewno nie armia, nie prowadzi statystyk dotyczących zatrzymań? Jeśli ktoś w ogóle je odnotuje, to nikt na pewno nie informuje o nich rodzin zatrzymanych albo ich prawników.- W takich warunkach nie można mówić o uczciwych procesach.- dodaje Bahgat.

Kim oni są [SYLWETKI]:

DOSTĘP PREMIUM