Drut kolczasty i czołgi na ulicach. Rząd Bahrajnu chce zgnieść rewoltę

- Zrobimy wszystko, by zapewnić spokój - zapewnił rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych Bahrajnu. W porannym rajdzie policji na obozowisko demonstrantów na Placu Perłowym w stolicy kraju zginęły co najmniej 3 osoby, 231 zostało rannych. Według opozycji 60 jest zaginionych.

Protesty w Bahrajnie zostały zakazane - informuje BBC. Władze położonego na wyspie w Zatoce Perskiej kraju zaostrzyły środki bezpieczeństwa, by stłumić trwające od kilku dni w stolicy kraju, Manamie, protesty domagającej się reform opozycji.

"Armia zadba o spokój"

O spokój na ulicach - według rzecznika ministerstwa spraw wewnętrznych - ma teraz zadbać armia. Wojsko nakazało ludności trzymać się z daleka od centralnych rejonów stolicy wyspiarskiego królestwa z Zatoki Perskiej. - Siły bezpieczeństwa podkreśliły, że użyją wszelkich środków, które okażą się niezbędne, by zachować bezpieczeństwo i spokój - zapewnił rzecznik MSW Bahrajnu w państwowej telewizji.

Czołgi na ulicach, śmigłowce nad miastem

Stolica została skutecznie zabezpieczona przez wojsko. Drogi prowadzące do głównego miejsca protestów, Placu Perłowego, zostały zablokowane barykadami z drutu kolczastego. Po głównych ulicach jeżdżą czołgi, nad miastem latają helikoptery, żołnierze założyli punkty kontrolne.

Szturm na Plac Perłowy. Zabici i ranni

W czasie porannego szturmu policji na Plac Perłowy funkcjonariusze zaczęli strzelać do demonstrantów. Prawdopodobnie użyli granatów z gazem łzawiącym i gumowych pocisków. Protestujący byli też bici pałkami. Świadkowie i lekarze w szpitalach raportowali o co najmniej trzech ofiarach. Opozycyjny szyicki poseł Ibrahim Mattar powiedział, że po policyjnym szturmie na obóz protestujących zniknęło 60 osób. Zapowiedział też, że szyicki blok Al-Wifak zrzeknie się mandatów i wyjdzie z parlamentu. - Wszyscy członkowie zrezygnują. Decyzja jest podjęta - powiedział Mattar agencji Reuters.

Kolejna arabska rewolucja?

Od kilku dni wiele tysięcy osób protestuje w stolicy Bahrajnu, domagając się reform społecznych i politycznych. Demonstracje zaczęły się w poniedziałek. Do zebrania na placu wzywali się na Facebooku internauci. W Bahrajnie rządzi dynastia wyznająca sunnicką odmianę islamu, tymczasem 70 proc. społeczeństwa to szyici. Szyicka większość uskarża się, że jest dyskryminowana przez rządzących sunnitów. - Nie dążymy do utworzenia państwa wyznaniowego. Dążymy do obywatelskiej demokracji, w której naród jest źródłem władzy - zapewniał jednak sekretarz generalny partii Al-Wifak, szejk Ali Salman.

Atak policji na demonstrantów w stolicy Bahrajnu. Są zabici i ranni. Kolejna arabska rewolucja?

DOSTĘP PREMIUM