Jak działa japoński system ostrzegania przed tsunami

Nauka, doświadczenie, dyscyplina i pieniądze - to cztery elementy składające się na niezwykle zaawansowany system ostrzegania przed tsunami, który działa w Japonii. Gdyby nie on, ofiar piątkowego kataklizmu byłoby jeszcze więcej.

Japońskie metody monitorowania i ostrzegania przed tsunami należą do najbardziej rozwiniętych i najdroższych na świecie. Od wprowadzenia w 1952 roku system przeszedł wiele zmian. Kompleksowo ulepszono go po 1993 r., kiedy to 30-metrowa fala spustoszyła wybrzeże wyspy Hokkaido. Agencja meteorologiczna ostrzegała wówczas przed tsunami, ale ostrzeżenie przyszło zbyt późno - zginęły setki osób.

Teraz służba ostrzegania przed tsunami ma kilka ośrodków regionalnych, a specjalny system komputerowy całodobowo monitoruje sygnały ze 180 lądowych i 80 podwodnych czujników sejsmicznych. Inny system sprawia, że komunikaty o możliwym tsunami pojawiają się w telewizji w momencie, w którym są wydawane. Dodatkowe ostrzeżenia wysyłane są do władz lokalnych. Ich przedstawiciele natychmiast uruchamiają syreny i megafony i decydują, czy konieczna będzie ewakuacja.

Japończycy wybudowali też betonowe zapory, które mają chronić przed falą porty i wybrzeża. Eksperci spierają się co do ich skuteczności. Niektórzy uważają nawet, że takie konstrukcje zwiększają rozmiar zniszczeń, bo nie pozwalają wodzie cofnąć się do morza. Utrzymanie całego systemu kosztuje 20 milionów dolarów rocznie.

Jak rozprzestrzeniało się tsunami. ZOBACZ ANIMACJĘ >>

DOSTĘP PREMIUM