Tsunami w Japonii. "Z ruin krzyki. Ludzie nie mają dokąd uciec"

Tsunami dosłownie spustoszyło północno-wschodnie wybrzeże Japonii. Niewyobrażalną skalę zniszczeń widać na pierwszych porannych zdjęciach - kadrach z telewizji NHK. Ekipa tej stacji o świcie czasu lokalnego wyleciała helikopterem nad zalane tereny.

Na zdjęciach widać, że duża część wybrzeża wciąż jest pod wodą. Na jej powierzchni unoszą się setki samochodów, fragmenty domów, mebli.

W niektórych miejscach woda się cofnęła, pozostawiając za sobą naniesione szczątki i odpady. Porwane przez fale samochody, samoloty, domy, mosty i inne fragmenty budynków i urządzeń tkwią teraz na polach i ulicach.

Oficjalny bilans ofiar cały czas rośnie - obecnie wynosi już prawie 300 osób. Ofiar będzie na pewno o wiele więcej - służby uważają, że pod gruzami zawalonych budynków mogą leżeć tysiące zmarłych.

Płacz i krzyki spod ruin

W mieście Sendai z ruin domów dochodzą wołania o pomoc, słychać płacz i krzyki. Ludzie krzyczą: "kiedy nas uratujecie?". Ci, którym udało się uciec, są uziemieni - nie mogą się wydostać. - 140 osób, w tym dzieci, ewakuowało się do miejscowej szkoły. Są na dachu, ale nie mają dokąd uciec. Są otoczeni przez wodę - relacjonują reporterzy NHK. Telewizje transmitują obrazy ludzi wciąganych przez ratowników do helikopterów.

W innym mieście, 74-tysięcznej Kesennumie szaleją pożary. W całym kraju w wyniku kataklizmu doszło do około 80 pożarów. Płonie też m.in. lotnisko w Sendai. Władze w akcji ratunkowej zamierzają wykorzystać setki statków i samolotów.

W samym Tokio zostało uwięzionych ok. 116 tys. osób, które nie mogą wrócić na noc do swoich domów z powodu paraliżu komunikacyjnego.

Jak rozprzestrzeniało się tsunami. ZOBACZ ANIMACJĘ >>

DOSTĘP PREMIUM