Tsunami w Japonii. Ponury żart: Przez wiele godzin myślał, że córka nie żyje

Ashley Russell przeżył ciężkie chwile, kiedy znalazł imię i nazwisko swojej córki na internetowej stronie, która zbierała dane na temat śmiertelnych ofiar tsunami w Japonii. Informacja okazała się fałszywa, a córka na szczęście cała i zdrowa.

Russell, obywatel Australii, chcąc dowiedzieć się, co stało się z jego mieszkającą w Japonii córką, za pomocą wyszukiwarki Google dotarł do strony, zbierającej informacje o osobach, które zaginęły lub nie przeżyły ataku tsunami. Z niej to dowiedział się, że jego 21-letnia córka zmarła w szpitalu w miejscowości Ofunato, tam gdzie uczyła angielskiego.

Na stronie podane były prawdziwe dane i numery telefonów do szpitala. Kiedy jednak Russell zadzwonił i podał nazwisko lekarza, które znalazł na stronie, okazało się, że taki tam nie pracuje, a - co najważniejsze - jego córka jest cała i zdrowa. Personel szpitala poinformował uradowanego ojca, że nie tylko od niego zanotował podobne telefony.

- Zajęli się tym bardzo źli ludzie - powiedział Ashley Russell. - Niestety w internecie znalazły się osoby, które robią sobie żarty z innych ludzi - dodała Alice Byron, jego córka.

Zaraz przed uderzeniem tsunami udało się jej uciec na wzniesienie, z którego obserwowała kataklizm. Potem nie mogła w żaden sposób skontaktować się z rodziną.

Tsunami w Japonii w... 1923 roku. ZOBACZ ZDJĘCIA >>

DOSTĘP PREMIUM