?Zbyt późno" - Zemke w TOK FM o decyzji ws. interwencji przeciwko Kaddafiemu

- Decyzja o operacji została podjęta zbyt późno. Dopiero w sytuacji, kiedy tylko w jednym mieście pozostali powstańcy, a pozostałe są już opanowane przez wojska Kaddafiego - mówił w Poranku Radia TOK FM Janusz Zemke, eurodeputowany SLD, były wiceminister obrony narodowej.

Koalicja Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii, Kanady i Włoch od weekendu prowadzi operację "Świt Odysei", mającą na celu unieszkodliwienie libijskiej obrony przeciwlotniczej.

- Problem polega na tym, że decyzje podejmowane przez wiele państw, to nie są decyzje, które da się podjąć ad hoc . Wszyscy mają w pamięci to, co się działo, jeśli chodzi o interwencję w Iraku, gdzie nie było mocnych podstaw prawnych - Janusz Zemke tłumaczył w TOK FM, dlaczego koalicja dopiero teraz podjęła decyzję o interwencji w Libii.

- Wszyscy mówili "możemy przygotować siły, ale musimy mieć mocną podstawę prawną". Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ jest taką mocną podstawą prawną, więc po tej rezolucji wszystko dość szybko poszło - mówił europoseł.

- Rezolucja Rady Bezpieczeństwa ONZ mówi o stworzeniu strefy zakazu lotów, tymczasem w stronę Libii lecą rakiety - zauważył Grzegorz Kozak. - A jak zapewnić taką strefę, jak taką strefę kontrolować, jeśli przedtem nie zniszczy się środków, które ma do dyspozycji Kaddafi? A te środki to są przede wszystkim stanowiska dowodzenia, radary i lotniska, tego się nie da inaczej zrobić - odpowiadał Janusz Zemke.

- Część osób to sobie wyobraża tak, że ma być jakaś strefa zakazu lotów i w tej strefie będą operować samoloty NATO. Gdyby tak uczyniono, to te samoloty NATO by masowo spadały, bo Kaddafi dalej ma systemy walki - wyjaśniał eurodeputowany SLD. - Ja uważam, że nie było innego wyjścia, jeśli chce się taką strefę skutecznie kontrolować, to trzeba zacząć od zniszczenia oręża jakie ma Kaddafi - podkreślał poranny gość TOK FM.

"Roztropna decyzja polskiego rządu"

Polska nie zamierza uczestniczyć w interwencji militarnej w Libii, jesteśmy jednak gotowi do pomocy humanitarnej - ogłaszali kolejno minister obrony narodowej Bogdan Klich i premier Donald Tusk. - Ja uważam, że władze Polski zachowały się roztropnie. Bardzo wyraźnie podkreśliły, że Polska jest gotowa służyć pomocą humanitarną i to jest deklaracja istotna. Natomiast także bardzo wyraźnie na początku powiedziano, że żadni żołnierze, żadne jednostki, żadne środki bojowe Polski w tej operacji wykorzystane nie będą - komentował Janusz Zemke w TOK FM. To jest decyzja słuszna, my jesteśmy zaangażowani w Afganistanie na krawędzi naszych wojskowych możliwości, a mamy jeszcze kontyngenty w innych państwach, przede wszystkim na Bałkanach - podkreślał europoseł SLD.

- To jest decyzja roztropna z punktu widzenia wojskowego, ale także roztropna politycznie, bo Libia, Afryka Północna, to nie jest obszar bezpośredniego zagrożenia dla Polski - przekonywał Zemke. - Do tego premier Tusk użył trafnego argumentu, mówiąc, że jesteśmy oczywiście państwem NATO, ale żadne państwo NATO nie zostało zaatakowane przez Libię, więc art. 5. Traktatu Północnoatlantyckiego nas tutaj nie obowiązuje - wyjaśniał europoseł.

I podkreślał: - Polska decyzja o nieangażowaniu się wojskowym, a o chęci niesienia pomocy humanitarnej jest decyzją słuszną. Nie możemy być obojętni na to co się dzieje w Libii, ale oddzielajmy wyraźnie to co dotyczy pomocy dla ludności, od bezpośredniej walki z tym czy innym rządem - mówił Janusz Zemke w Poranku TOK FM.

Atak na konwój pod Bengazi >>

DOSTĘP PREMIUM