Wybuch w mińskim metrze: "Nikt nic nie wie, wszyscy w szoku"

Widziałem sporo karetek. Jest bardzo wielu rannych - mówił w Polsat News dziennikarz Aleksander Rilski o wybuchu na stacji metra w Mińsku. Według dziennikarza okoliczności wybuchu są "bardzo podejrzane".

Do wybuchu doszło dziś o 16.56 czasu lokalnego w samym centrum Mińska - na stacji metra "Oktiabrskaja". Zginęło co najmniej pięć osób , jest też bardzo wielu rannych.

Aleksander Rileski, dziennikarz gazety "Nasze Nivo", mówił w Polsat News, że na miejsce dotarł w 10 minut po wybuchu. Były już tam wówczas służby medyczne. - Sporo karetek widziałem. Były także służby specjalne. Nikt nie rozumiał, co się stało. Miałem wrażenie, że coś poważnego się wydarzyło - opowiadał.

Zdaniem dziennikarza okoliczności wybuchu są "bardzo podejrzane". Eksplozja nastąpiła w porze powrotu mieszkańców Mińska do domu, w centrum miasta, niedaleko siedziby prezydenta i placu, gdzie odbywają się zazwyczaj demonstracje.

"Tam musiał być tłum ludzi"

Polsat News rozmawiał także z Igorem Bencerem, rzecznikiem Związku Polaków na Białorusi. - Nikt nic nie wie, wszyscy są w szoku. Jedna wielka niewiadoma, dlaczego to się stało w samym centrum Mińska - mówił Bencer - Tam musiał być tłum ludzi. Boję się myśleć, o rozmiarach tragedii - dodał.

DOSTĘP PREMIUM