Zamordowana pięcioosobowa rodzina. Główny podejrzany - ojciec

Tragiczny finał poszukiwań sześcioosobowej francuskiej rodziny. Policja znalazła ciała matki i czwórki dzieci w przydomowym ogródku. Ojciec, który jest głównym podejrzanym o dokonanie tej makabrycznej zbrodni, najprawdopodobniej przebywa na południu kraju - czytamy w gazecie ?Le Figaro?.

Od początku kwietnia cała Francja żyła wydarzeniami w Nantes. Nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, z domu położonego w centrum miasta zniknęła sześcioosobowa rodzina - rodzice i czwórka dzieci. Media codziennie informowały o rozwoju sprawy, podały nawet specjalny numer kontaktowy dla osób, które miały informację o zaginionej rodzinie.

Co stało się z rodziną Dupont? Hipotez było wiele. Pod domem nie stały jak zwykle trzy rodzinne samochody, co mogło oznaczać, że wszyscy gdzieś wyjechali. Państwo Dupont wspominali ostatnio o przeprowadzce i o wyjeździe do Australii.

Pięć ciał w ogródku

Niestety, spełnił się najczarniejszy scenariusz. W ogrodzie znaleziono ciała zamordowanej kobiety - 49-letniej żony Agnes i jej czwórki dzieci - 20-letniego Arthura, 18-letniego Thomasa, 16-letniej Anne i 13 letniego Benoit. Wszyscy zostali najprawdopodobniej zastrzeleni, jednak jeszcze dzisiaj odbędzie się sekcja zwłok, która ma określić dokładną przyczynę ich śmierci. Przy ciałach rodziny policjanci znaleźli również dwa zabite psy.

Ojciec uciekł, szuka go policja. Jest głównym podejrzanym.

Według francuskiej telewizji internetowej iTele, policji udało się namierzyć Xaviera Dupont na południu Francji, we Frejus. Zdradziła go karta kredytowa, którą w połowie kwietnia zapłacił za pokój w jednym z tamtejszych hoteli.

Emigracja do Australii, tajny agent USA...

Państwo Dupont nigdy nie wyróżniali się w społeczności, w której żyli. Do czasu. Pod koniec marca zmieniło się zachowanie ojca rodziny, Xaviera. Według prokuratora mężczyzna był nerwowy i nieprzewidywalny. Jednym z jego "szalonych" pomysłów miała być emigracja do Australii.

Według telewizji Europe 1, najpierw był telefon do pracodawcy żony, że jest ona ciężko chora. Dwa dni później - SMS, że Agnes musiała iść do lekarza i że nie ma przy sobie telefonu komórkowego. Po tygodniu pracodawca otrzymał wymówienie Agnes, w którym wyjaśniała, że wyjeżdża do męża, do Australii.

Co innego usłyszeli krewni rodziny Dupont. Xavier wysłał do nich list, w którym napisał, że jest tajnym amerykańskim agentem i musi chronić świadków zeznających w jednej z afer narkotykowych. Dziesięć dni temu informacja o wyjeździe rodziny dotarła również do szkoły dwóch najmłodszych dzieci. W liście było napisane, że uczniowie nie wrócą już do szkoły, z powodu nagłych zmian zawodowych rodziców. Razem z listem do szkoły przyszło uregulowanie rachunku za naukę do końca roku.

"Pomódl się za mnie, będę tego potrzebowała"

Nieobecnością państwa Dupont pierwsi zainteresowali się ich sąsiedzi, potem straż pożarna i policja. Dom, do którego weszli był czysty i schludny, ani śladu potencjalnej strzelaniny. Kilka malutkich brunatnych plamek, które mogą, ale nie muszą, być krwią - to jedyne możliwe pozostałości po masakrze, która prawdopodobnie się tam wydarzyła.

Oprócz tego wszystko wyglądało tak, jakby rodzina wyjechała w długą podróż: na łóżkach nie było posłań, rolety w oknach były zaciągnięte, szafy - opróżnione, śmieci - wyniesione. Jak później dowiedziała się prokuratura, zamknięte zostało również konto rodzinne w banku.

Francuskie media podkreślają normalność tej rodziny. Dzieciaki miały przyjaciół, własne życie. Thomas i Arthur studiowali, młodsi Anna i Benoit uczyli się jeszcze w szkołach. Ojciec sprzedawał różne produkty w internecie, matka pracowała w prywatnym liceum. Udzielała się również w diecezji. Według jednego z sąsiadów, kilka dni przed zniknięciem miała powiedzieć jednej z zakonnic: "Pomódl się za mnie, będę tego potrzebowała".

Wielki Tydzień na świecie [ZDJĘCIA]

DOSTĘP PREMIUM