Japonia boi się fali samobójstw po tragicznym kataklizmie

Japońskie władze boją się, że poczucie beznadziei wśród ocalonych z trzęsienia ziemi i tsunami wywoła falę samobójstw w kraju - donosi ?Los Angeles Times?. Odsetek samobójstw od lat utrzymuje się w Japonii na bardzo wysokim poziomie.

W Kraju Kwitnącej Wiśni pojawiają się już pierwsze doniesienia o samobójstwach wśród ludzi dotkniętych kataklizmem. Wśród tych, którzy targnęli się na własne życie jest m.in. rolnik, którego żniwa zostały zniszczone przez opad radioaktywny z uszkodzonej elektrowni Fukushima Daiichi, przepracowany urzędnik oraz ojciec, który nie mógł znaleźć syna po przejściu fali tsunami.

"Ten strumyk może wkrótce zamienić się w rwącą rzekę" - ostrzega "Los Angeles Times". Japonia jeszcze przed kataklizmem miała jeden z najwyższych na świecie wskaźników samobójstw. Po trzęsieniu ziemi i tsunami 11 marca tysiące osób straciły swoich bliskich i dobytek całego życia. Wielu nadal przebywa w tymczasowych ośrodkach. Poczucie beznadziei i rozpacz po śmierci rodziny może skłonić część z nich do popełnienia samobójstwa.

W regionie dotkniętym tsunami zawsze było więcej samobójstw

Tsunami uderzyło głównie w północno-wschodnią część kraju - rejon, w którym tradycyjnie było więcej samobójców. 10 lat temu odsetek samobójstw był tu dwa razy wyższy od średniej krajowej. Eksperci twierdzą, że wynika to ze struktury demograficznej (większość mieszkańców to starzy i chorzy, których dzieci wyemigrowały do dużych miast) i ponurej pogody. Wówczas rząd zmusił lokalne władze do wprowadzenia środków zapobiegawczych i liczba samobójstw zaczęła spadać.

Wśród szczególnie zagrożonych grup są żołnierze i policjanci, którzy przez całe tygodnie szukali ciał ofiar, oraz pracownicy elektrowni Fukushima, którzy pracują ponad siły by opanować awarię.

Władze już podjęły środki zapobiegawcze - założono specjalne linie telefoniczne dla ofiar tsunami, zwiększono środki przeznaczone na terapię i wysłano psychologów do regionów dotkniętych kataklizmem, by zapobiec kolejnym śmierciom.

Kataklizm przez lata będzie ciążył nad ocalonymi

Konsekwencje tragedii mogą ciążyć nad ocalonymi jeszcze przez długi czas. Wielu z nich teraz dobrze sobie radzi, ale pełen wymiar katastrofy może do nich dotrzeć za kilka miesięcy. Ci, którzy stracili rodzinę i przyjaciół będą zadawać sobie pytanie: "Czy mam po co żyć?". - Nie chodzi tutaj tylko o wielkie traumy. Przez kolejne lata, gdy będą odbudowywać swoje życie, wielu z nich przerośnie zmaganie się z brakiem wody czy elektryczności - twierdzi jeden z badaczy.

Po gigantycznym trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995 roku także zaobserwowano wzrost liczby samobójstw. Wśród tych, którzy się zabili był zastępca burmistrza miasta, który otruł się naftą w pierwszą rocznicę trzęsienia ziemi.

Odsetek samobójstw wzrósł także po azjatyckim kryzysie finansowym w 1997 roku. Od tego czasu rocznie zabija się około 30 tys. Japończyków. Oznacza to, że co 15 minut ktoś spośród 127 mln obywateli kraju pozbawia się życia. Samobójstwo jest główną przyczyną śmierci wśród mężczyzn w wieku od 20 do 44 lat i kobiet w wieku od 15 do 39 lat. Najwięcej osób zabija się w marcu, pod koniec roku fiskalnego. Ponad połowa samobójstw motywowana jest względami finansowymi - samobójcy liczą na to, że odszkodowanie za śmierć pomoże ich rodzinom spłacić długi.

Samobójstwo w kulturze japońskiej

W Japonii samobójstwo nie jest kojarzone z grzechem czy chorobą psychiczną, tak jak w świecie zachodnim. Przez wieki w kraju tym żywa była romantyczna wizja samobójstwa, napędzana przez opowieści o samurajach i kamikadze z czasów II Wojny Światowej.

Gdy w 2007 roku członek rządu powiesił się na smyczy po tym, jak wszczęto przeciw niemu śledztwo, jeden z polityków określił go mianem "prawdziwego samuraja", który "wybrał śmierć by ocalić swój honor".

Fukushima: świat po katastrofie atomowej [ZDJĘCIA]

DOSTĘP PREMIUM