Tajemnicza "rodzina Khanów" - sąsiedzi o życiu w domu Osamy ben Ladena

Byli dobrymi sąsiadami. Zawsze uprzejmi i przyjaźni, świetnie mówili w lokalnym języku. Twierdzili, że pieniądze mają z handlu złotem. Teraz powód ich tajemniczości się wyjaśnił - okazało się, że "rodzina Khanów" to w rzeczywistości krewni i współpracownicy Osamy ben Ladena.

Relacje mieszkańców pakistańskiego Abbottabadu, którzy przez długi czas żyli drzwi w drzwi z najgroźniejszym terrorystą świata, przedstawia w specjalnym reportażu "Daily Telegraph".

Tajemniczy "Arshad Khan" i jego brat Tariq

Wszyscy sąsiedzi Osamy ben Ladena, podkreślają uprzejmość członków jego domostwa. Mówili perfekcyjnym pasztuńskim (językiem plemion z granicznych terenów Pakistanu) z tradycyjnym, miejskim akcentem. Zawsze płacili wszystkie rachunki na czas. Byli też lubiani przez okolicznych sklepikarzy. - Kupowali wszystko najlepszej jakości, mleko Nestle, markowe mydła i szampony. Zawsze płacili gotówką, nigdy nie prosili o kredyt - mówi jeden ze sprzedawców.

W rezydencji mieszkały dwie rodziny. Głową domostwa był ok. 40-letni Arshad Khan i jego młodszy brat Tariq. To Arshad 5 lat temu kupił położoną na uboczu działkę, na której wybudował ogromny dom. Posiadłość leżała w pięknej okolicy. Otaczały ją pola warzyw i zbóż, w oddali majaczyły masywy górskie. Otaczające dom topole łagodnie kołysały się na wietrze, a rosnące dziko krzaki marihuany wydzielały wieczorami przyjemny zapach.

"Khanowie" mieli razem ośmioro lub dziewięcioro dzieci. W domu mieszkały też dwie lub trzy kobiety, nie wiadomo jednak ile ich dokładnie było, bo zawsze nosiły burki poza domem. Jeden z okolicznych chłopców wspomina, że jedna z nich mówiła po arabsku, druga w urdu.

"To nie był zwykły dom, tylko warownia"

"Khanowie" niewątpliwie byli zamożni. Wielka posiadłość wyróżniała się na tle innych domów w eleganckiej dzielnicy Abbattabadu. Dziwny mógł być jedynie fakt, że dom nie posiadał żadnych balkonów (powszechne w innych domach w okolicy). Jeszcze dziwniejszy był brak telewizji satelitarnej (obowiązkowej w domach Pakistańczyków).

Nietypowe były też wysokie mury otaczające posiadłość, zwieńczone zasiekami z drutu kolczastego. Przy bramie wjazdowej zainstalowana była kamera. - To nie był normalny dom, bardziej warownia. Nikt nie chciałby w czymś takim mieszkać - mówił anonimowo jeden z sąsiadów.

Khanowie rzadko gdziekolwiek chodzili - zazwyczaj podróżowali samochodem, nawet na krótkie dystanse. Każdego ranka matki z dziećmi opuszczały dom w czerwonym vanie Suzuki z 1987 roku. Sąsiedzi przypuszczali, że jadą do szkoły.

Nie dawali telefonów, nikogo nie wpuszczali

To, co ich wyróżniało to nadzwyczajna skrytość. "Khanowie" nigdy nikomu nie dawali swojego numeru telefonu. W posiadłości nie mieli ani telefonu, ani internetu. Gdy dzieci podczas gry w krykieta wrzucały piłkę za mury posiadłości, nigdy nie pozwalano im wejść do środka i jej odebrać. W zamian dostawały 100 rupii (około dolara) jako rekompensatę.

- Nigdy nie widziałem żadnego gościa. Byli tam tylko oni. Nie spotykali się z żadnym lokalnym mieszkańcem, ani z nikim spoza sąsiedztwa - mówił Mohammed Qasim, syn farmera, którego rodzina mieszkała dosłownie kilka metrów od murów domostwa Khanów.

Khanowie palili nawet swoje śmieci, by nie zostawić żadnego śladu. Wszyscy inni mieszkańcy zostawiali je w śmietnikach.

Normalne zachowanie pakistańskich bogaczy

Sąsiedzi nie zwracali na to uwagi. Bogate pakistańskie rodziny zazwyczaj nie spoufalają się z członkami "klasy niższej". Uważano też, że Arshad Khan, jak wielu innych pakistańskich biznesmenów, ma potężnych wrogów i dba o swoje bezpieczeństwo. Wierzyli również w wyjaśnienia rodziny, że pieniądze mają z handlu złotem.

Teraz wszyscy mieszkańcy wiedzą, że sekret, którzy "Khanowie" skrywali za murem swojej posiadłości, to Osama ben Laden - najbardziej poszukiwany terrorysta na świecie, za głowę którego CIA oferowała 25 mln dolarów. Tajemniczy "Arshad Khan" to najprawdopodobniej jeden z jego najbardziej zaufanych kurierów - Abu Ahmed al-Kuwaiti. Razem z bratem byli uszami i oczami ben Ladena w zewnętrznym świecie.

Zwiedli wojsko i wywiad

Fakt, że Khanowie tak długo zwodzili słynące z paranoicznej podejrzliwości pakistańskie służby, wydaje się dziś nieprawdopodobny. Ich rezydencja znajdowała się zaledwie kilometr od akademii wojskowej.

Po zabiciu ben Ladena były prezydent kraju Pervez Musharraf mówił, że gdy odwiedzał Abbottabad często uprawiał jogging obok posiadłości Khanów. Wielu mieszkańców uważa, że pakistański wywiad od dawna znał miejsce pobytu lidera Al-Kaidy.

Kto zdradził ben Ladena?

Ben Laden podczas ostatnich lat swojego życia był gościem Khanów, ale także ich więźniem - podkreśla "Daily Telegraph". Bardzo prawdopodobne jest, że bracia, celowo lub niechcący, zdradzili przywódcę Al-Kaidy. USA twierdzi, że kurierów zauważono, gdy byli na misji w imieniu ben Ladena. Od tamtego momentu mieli być śledzeni.

Wielu mieszkańców Abbottabadu ma inną teorię - zabójstwo ben Ladena było przeprowadzone tak perfekcyjnie, że wzbudziło podejrzenia. Mohammed Qasim wspomina, że po wylądowaniu na miejscu amerykańskich helikopterów wyłonili się zamaskowani mężczyźni, którzy płynnie mówili po pasztuńsku. Wybili okna w domu, zaraz potem odezwały się krzyki przerażonych kobiet i dzieci. 20 minut później helikoptery odleciały zabierając ciało ben Ladena. Cała operacja przeprowadzona była nadzwyczaj szybko i sprawnie, bez żadnych ofiar po stronie USA.

Czy głowa przywódcy Al-Kaidy była więc przedmiotem transakcji USA ze służbami Pakistanu lub braćmi Khan? Wierzą w to mieszkańcy Abbottabadu, reszta świata prawdy nie dowie się pewnie przez długi czas.

Przy szpitalu, niedaleko kościoła. To tu mieszkał Osama. ZOBACZ >>

DOSTĘP PREMIUM