Navy Seals - czyli kto właściwie dopadł ben Ladena

Z chirurgiczną precyzją, w dzień i w nocy potrafią przeprowadzić najtrudniejsze operacje. Odbijają zakładników, eliminują terrorystów - ich ostatnim spektakularnym sukcesem było zabicie Osamy ben Ladena - kim są żołnierze wykonujący takie misje?

Misję schwytania przywódcy Al-Kaidy wykonali Navy Seals - potocznie zwani fokami, choć ich nazwa to skrót (Sea, Air and Land) oznaczający specjalne oddziały do walki na morzu, lądzie i w powietrzu. Co ciekawe i czego w nazwie już nie uwzględniono, żołnierze tej jednostki potrafią także wykonywać zadania pod wodą.

- Elita w elicie - tak podsumowuje ich umiejętności generał Marek Dukaczewski, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI). - Czterdzieści lat historii, powołani do życia za rządów prezydenta Kennedy'ego. Faktycznie sprawdzili się wszędzie na świecie, w Ameryce Południowej, na szerokim Bliskim Wschodzie, w Iraku, Afganistanie. Podczas walk z Vietcongiem zyskali przydomek "diabły o zielonych twarzach" ze względu na używany kamuflaż.

Swoją skuteczność Seals zawdzięczają między innymi morderczemu treningowi. To po pierwsze przygotowanie do walki i działań na każdym terenie i w każdych warunkach, ale także działanie w zespole oparte na bezgranicznym zaufaniu. W nocnych misjach Seals wspierani są przez Night Stalkers - 160. regiment lotniczy do zadań specjalnych, czyli pilotów śmigłowców wyposażonych w noktowizory. Przy wykonywaniu takiej misji komandosi spuszczają się ze śmigłowców po linach bez żadnych dodatkowych zabezpieczeń.

- Tylko ręce i nogi, nie ma żadnej asekuracji - mówi twórca jednostki GROM, generał Sławomir Petelicki, zarazem jedyny honorowy polski członek tej jednostki. - To są ludzie, którzy się nie denerwują, nie drżą im ręce. Potrafią trafić w oko terrorystę, który pół twarzy zasłania zakładnikiem.

Ćwiczenia z takich właśnie zadań Petelicki przeniósł do treningów GROMu. Dowódca jednostki siada obok manekina treningowego, do którego żołnierz strzela ostrą amunicją. - Ale oprócz treningu - podsumowuje generał - jedną z ich ważniejszych broni jest zupełna tajność operacji.

- W 1998 roku robiliśmy wspólną tajną operację, za którą prezydent Aleksander Kwaśniewki przyznał czterem komandosom GROM-u Krzyże Zasługi za dzielność. Co jest ciekawe, do dziś tylko kilka osób wie co to za operacja. Tak właśnie robią takie jednostki, że trzymają to w tajemnicy - mówi Petelicki.

Navy Seals stacjonują na obu wybrzeżach Stanów Zjednoczonych. W ich skład wchodzi osiem oddziałów, liczbę żołnierzy szacuje się na około 2,5 tys. osób.

DOSTĘP PREMIUM