Plan zabicia ben Ladena, który prawie się powiódł

Zakończył się wieloletni pościg za Osamą ben Ladenem. Poprzednią realną szansę, żeby go schwytać, Amerykanie mieli w 2007 roku. W ostatniej chwili odwołano akcję masowych nalotów. Do dziś trwają spory, co wtedy poszło nie tak.

Wydarzenia z przed trzech i pół roku oraz ich wpływ na decyzję, która sprawiła, że niedzielny atak zakończył się sukcesem opisał The New York Times . Latem 2007 roku afgański wywiad uzyskał informacje, że w planowane jest jedno z największych spotkań przywódców Talibów i Al-Kaidy od czasu amerykańskiej inwazji w 2001.Doniesienia wywiadu były na tyle wiarygodne, że prezydent Afganistanu Hamid Karzaj na spotkaniu w swoim pałacu w Kabulu wezwał Amerykanów do podjęcia masowej akcji przeciwko bojownikom. Informacje te pokrywały się z niezależnymi ustaleniami amerykańskich oddziałów specjalnych, które dowiedziały się, że ponad 100 przywódców i bojowników Talibów i Al-Kaidy planuje przekroczyć granicę afgańską przez Tora Bora - kompleks górskich jaskiń, który już w czasie inwazji na Afganistan stał się ostatnim bastionem oporu Talibów. W 2001 roku panowało przekonanie, że wielopiętrowe korytarze ze względu na swoje strategiczne położenie są główną siedzibą Al-Kaidy. Lecz choć amerykańskim żołnierzom udało się w końcu zdobyć ten górski teren, główny cel inwazji nie został osiągnięty - nie udało się schwytać ben Ladena.

Spotkanie przywódców - idealna okazja

Jak opisuje The New York Times w 2007 roku wciąż podejrzewano, że kryjówki Talibów i Al-Kaidy w jaskiniach Tora Bora to nie tylko centrum dowodzenia atakami na terenie Afganistanu, ale że to właśnie tam szkoli się bojowników i planuje spektakularne ataki w Europie Zachodniej, a może nawet w Stanach Zjednoczonych. W związku z tym bardzo prawdopodobne było, że na planowanym spotkaniu przywódców należy spodziewać się tam samego ben Ladena. Według doniesień wywiadów miał on tam rozmawiać z zamachowcami i dać sygnał do rozpoczęcia misji, która mogłaby przyćmić nawet atak z 11 września 2011.

Jedna z największych takich akcji

Na tej podstawie została zaplanowana jedna z największych tego typu misji wojskowych. Amerykanie planowali użyć mi.n. bombowców dalekiego zasięgu Stealth B-2, dziesiątek samolotów i helikopterów bojowych, żeby przeprowadzić serię nalotów dywanowych na górzyste pogranicze pakistańsko-afgańskie. Jednak gdy bombowce pokonały już 2,5 tysiąca km i były już w połowie drogi do celu, akcja została odwołana, a bombowce zawróciły do tajnej bazy na Oceanie Indyjskim. W ostatniej chwili uznano, że informacje dotyczące obecności ben Ladena w Tora Bora nie zostały wystarczająco potwierdzone, a tak masowy atak wiązałby się z zabiciem znacznej liczby cywilów. - Głównodowodzący akcją admirał William J. Fallon uznał, że to co robimy jest jak biegnie z wielkim młotkiem za muchą - powiedział dziennikarzom The New York Times jeden z wysokich rangą oficerów amerykańskich. - To miał być nalot dywanowy - tłumaczy inny oficer, który był otwarcie przeciwny tej operacji. - Masowe bombardowanie. Nie mogło być mowy o odpowiedniej precyzji, która pozwoliłaby na oddzielenie przywódców Al-Kaidy i ich zwolenników od ludności lokalnej.

Tora Bora - kolejna porażka

Jak dopiero niedawno ujawniono został wtedy przeprowadzony mniejszy atak helikopterów bojowych i jednostek specjalnych, w którym zginęła grupa Talibów, jednak nie było wśród nich ben Landena. Nadzieja na spektakularny sukces, którego administracja Busha tak bardzo potrzebowała, spełzła na niczym. Po raz kolejny od czasu inwazji na Afganistan w 2001 roku nie udało się schwytać założyciela Al-Kaidy. Według ówczesnych doradców prezydenta rozczarowanie w Białym Domu było ogromne. Po raz kolejny jaskinie Tora Bora stały się świadkami amerykańskiej porażki. Do dziś trwają spory pomiędzy dowódcami wojskowymi i oficerami wywiadów, co właściwie wydarzyło się w 2007 roku: czy ben Laden nie przybył na spotkanie w Tora Bora, ponieważ było to dla niego zbyt ryzykowne, czy że został ostrzeżony o amerykańskich planach, czy może informacje wywiadu od początku były błędne.

Obama zrobił inaczej

Gdy w ostatnich miesiącach do Pentagonu docierały informacje wywiadu o tym, że ben Laden przebywa w Abbottabad, tworząc plan działania, należało wyciągnąć wnioski z błędów popełnionych w 2007. Jednocześnie tak jak wtedy pojawiły się doniesienia o planowanych przez Al-Kaidę zamachach, co podgrzało tylko atmosferę obrad. Ponad trzy lata po nieudanej akcji prezydentowi Obamie przedstawiono niemal identyczny plan nalotu. Jednak podjęto decyzję, że najważniejsze by tym razem móc udowodnić, że Osama faktycznie został schwytany albo zabity. Zamiast zmieść z powierzchni ziemi jego siedzibę serią nalotów, uznano, że wystarczy wysłać tam odział specjalny.

DOSTĘP PREMIUM