''Lesia pyta: Kiedy wróci tata?''

Znudziłam się już bać - mówi TOK FM Milana Michalewicz, żona byłego rywala Aleksandra Łukaszenki, który po tym jak opowiedział o torturach w areszcie musiał uciekać do Czech. Ona razem z dwiema córkami została na Białorusi. Radiu TOK FM opowiada m. in. o tym dlaczego nie wyjechała.

- Wyprowadzili nas nagich do osobnej sali, tam stawiali w rozkroku, faktycznie w szpagacie. Areszt KGB to obóz koncentracyjny - mówił Aleś Michalewicz, były kandydat na prezydenta Białorusi , w lutym tego roku, gdy opuścił areszt. Zamieniono mu środek zapobiegawczy z aresztu na zobowiązanie do niewyjeżdżania z kraju. Tak, jak pięciu innym kandydatom opozycji w wyborach prezydenckich 19 grudnia, postawiono mu zarzuty o organizację i udział w masowych zamieszkach. Grozi za to do 15 lat pozbawienia wolności. Aleś postanowił się ratować i wyjechał do Czech. Co z jego rodziną?

"Nie boję się"

Żona Alesia i jego dwie córki zostały na Białorusi. - Boi się pani? - Nikt mnie nie śledzi. Podsłuchują tylko telefony, ale to nie jest aż tak straszne. Pamiętam, jak pięć lat temu poszukiwali Alesia. Milicjanci pod blokiem spotykali mnie i córkę. Pamiętam jak się wtedy bałam. Ręce się trzęsły. Córka ma do dziś problemy. Teraz są we mnie różne emocje, ale nie strach. Sama się dziwię, że się nie boję. Chyba nastaje taki moment, kiedy ten strach zamienia się w jakąś inną siłę - mówi.

Starsza córka Alesia i Milany, Lesia, ma 10 lat. Matka chowa przed nią gazety. Dziewczynce śnią się politycy. Rozumie co się dzieje. - Z jednej strony cieszę się, że reaguje jak dorosła osoba. Z drugiej smutno mi, bo przecież ona wciąż jest dzieckiem. Od czasu do czasu pyta: kiedy tata wróci? - mówi Milana. Drugą córkę urodziła, gdy Aleś zdecydował się na start w wyborach prezydenckich. Pół żartem, pół serio mówi, że nie mogła go więc przed kandydowaniem powstrzymać.

Najgorsza noc: 20 grudnia

Jak zaczął się koszmar? 19 grudnia, w noc po wyborach prezydenckich, Michalewicz został zabrany z mieszkania. - To była najstraszniejsza noc. Nie wiedziałam, gdzie jest - opowiada Milana. Dzwoniła po szpitalach, redakcjach, posterunkach i znajomych, by ustalić gdzie jest Aleś. Bezskutecznie. Twierdzi, że zaczęła się bać najgorszego. - Tego, że go w ogóle go nie znajdę - mówi. Znalazła w areszcie. Aleś spędził tam 2 miesiące. Jak inne żony zatrzymanych, Milana organizowała paczki, wymieniała obfitą korespondencję z urzędami i odbijała się od ściany.

Wspierali ja przyjaciele, ale też nieznani ludzie. Jednak rodzina matki całkowicie zerwała kontakt. - Ludzie się boją. Mają biznes, mają prace. Mają powody, by bać się coś stracić - mówi ze zrozumieniem.

W lutym Alesia wypuścili. Michalewicz przyznał wówczas, że wyszedł, bo podpisał zgodę na współpracę z KGB. Zaraz jednak ogłosił, że umowę zrywa i opowiedział światu o tym, jak w areszcie m. in. wyprowadzano go nago na mróz, zmuszano do stania w rozkroku i przesłuchiwano bez udziału adwokata . - Trudno mi było nawet tego słuchać. Współczuję wszystkim rodzinom, których bliscy są jeszcze za kratami. Bo zawsze myślałam, że najgorzej jest nie wiedzieć. Ale w tamtych dniach zmieniłam chyba zdaniem. Byłam zadowolona, że o tym wszystkim nie wiedziałam. On był blady, prawie zielony gdy opowiadał. Wzdrygał się, gdy dotykałam jego nadgarstka. Nie rozumiałam. Było mi nawet przykro. Przepraszał, ale widać, że nie mógł nic z tym zrobić - wspomina - powiedziała.

"Chcieliby, żeby wszyscy wyjechali"

- Przykro mi, że Aleś nie widzi jak rośnie mała Alonka, bo u malutkich dzieci jeden dzień jest jak miesiąc, a jeden tydzień jak cały rok. Bardzo chciałbym go przytulić, a nie tylko oglądać przez okienko w Skype. Mam nadzieję, że będzie mógł wrócić, a my będziemy mogli być razem i mieszkać w naszym kraju - mówi. Milana jednak nie chce wyjeżdżać. - Czemu? Chyba również dla zasady. Bo oni by chcieli, żebyśmy wszyscy wyjechali. Żeby był spokój i zgoda. Bo mamy ten mit o 80 proc. poparciu dla Łukaszenki. A to nie prawda. Tu są też ludzie, którzy się na to wszystko nie zgadzają. W więzieniu pozostaje wziąć korespondent "GW" Andrzej Poczobut. Grożą mu 4 lata!

DOSTĘP PREMIUM