"Atakowałem Chodorkowskiego nie z własnej woli"

Uwolniony po 7 latach Aleksandr Kuczma, więzień z celi Chodorkowskiego w łagrze w Krasnokamieńsku, który ranił go nożem, a potem oskarżył o molestowanie seksualne, postanowił opowiedzieć mediom, jak został narzędziem w rękach rosyjskich służb. Wywiad publikuje gazeta.ru.

- Mogę powiedzieć tyle: nie z własnej woli pociąłem Chodorkowskiego. I nie ja oskarżyłem go przed sądem. Byłem więźniem. Nie miałem żadnych praw - powiedział Kuczma dziennikowi gazeta.ru .

Imię Aleksandra Kuczmy stało się głośne po zaatakowaniu przez niego nożem szefa Jukosu Michaiła Chodorkowskiego, współwięźnia z łagru w obwodzie czytyjskim na Syberii Południowo- Wschodniej, ok. 6 tys. km na wschód od Moskwy. Do incydentu doszło w kwietniu 2006 r. Sprawa przycichła, ale 2,5 roku później, gdy sąd miał rozpatrywać wniosek adwokatów naftowego oligarchy o jego zwolnienie warunkowe, Kuczma, dawno już przeniesiony do innego więzienia, wysunął zarzuty wobec Chodorkowskiego o molestowanie seksualne. Zażądał 500 tys. rubli odszkodowania. Media podnosiły wtedy sprawę "bezbłędnie wypełnionego wniosku". Dla wszystkich było oczywiste, że akt oskarżenia za Kuczmę napisał ktoś inny.

- Jak mogę mówić, że złożyłem pozew, skoro go na oczy nie widziałem?

- Co to znaczy? Dokumenty przygotował ktoś inny? - dopytywał dziennikarz.

- Tak, to kompletna mistyfikacja.

Chciano go obrzucić błotem. Bo było tak: dziś przyszła wiadomość, że przywieźli go do Moskwy na drugi proces, a następnego dnia już słychać o oskarżeniu o molestowanie. Chodziło o wyrobienie opinii publicznej o nim.

- Czy to zrobili pracownicy Federalnej Służby Więziennej? - pytała gazeta.ru.

- Całą historię ze szczegółami z użyciem wykrywacza kłamstw opowiem tylko za pieniądze. Ale póki co chyba można się domyśleć w czyich rękach powstała ta cała historia? - powiedział Kuczma, wskazując na szefa służby więziennej. Nie powiedział też, kto kazał mu napaść na Chodorkowskiego. Były więzień ma nadzieję, że swoje rewelacje sprzeda któremuś z bardziej ciekawych mediów. Jak mówi, pieniędzy potrzebuje na operację ręki.

To nie pierwsza osoba, która zdradza kulisy uwięzienia Chodorkowskiego. W lutym wybuchła afera, gdy asystentka sądu moskiewskiej dzielnicy Chamowniki, w którym skazano potentata paliwowego w drugim procesie, oświadczyła, że proces był kontrolowany przez sąd wyższej instancji, a sędzia Daniłkin orzekający w tej sprawie działał pod naciskiem przełożonych. W połowie kwietnia sypać zaczął też były administrator chamowniczeskiego sądu, który opowiedział m.in., jak sędzia Daniłkin bez przerwy jeździł na konsultacje do centrali.

Chodorkowski i Lebiediew w grudniu 2010 roku w drugim procesie zostali skazani na 13,5 roku łagru za rzekome przywłaszczenie 218 mln ton ropy naftowej i wypranie uzyskanych w ten sposób pieniędzy. Na wolność wyjdą w 2017 roku, gdyż na poczet kary zaliczono im wcześniejszy wyrok, który odsiadują.

W pierwszym procesie, w 2005 roku, biznesmeni zostali skazani na osiem lat pozbawienia wolności za domniemane oszustwa podatkowe i uchylanie się od płacenia podatków. Chodorkowski i Lebiediew konsekwentnie odpierają wszystkie wysunięte wobec nich zarzuty, także uważając je za sfabrykowane i politycznie umotywowane.

Polscy himalaiści patronami szkoły w Nepalu [FOTO] >>

DOSTĘP PREMIUM