Unia pomoże Korei, ale skontroluje gdzie trafia pomoc

Komisja Europejska, która będzie przekazywać pomoc żywnościową do Korei Płn. we współpracy z Światowym Programem Żywnościowym (WFP), zdołała właśnie wynegocjować prawo do "nieskrępowanego śledzenia", czy jedzenie trafia do naprawdę potrzebujących - informuje "Gazeta Wyborcza"

- Będziemy mieć prawo do czterystu kontroli miesięcznie - od portów, dokąd będą przybijać statki z pomocą, przez magazyny, aż do szpitali czy przedszkoli, gdzie powinna być rozdzielana - mówi komisarz UE Kristalina Georgijewa.

Pomoc humanitarna dla Pjongjangu wiąże się z ryzykiem, że przejedzą ją nie najbardziej potrzebujący, lecz żyjący na względnie dobrym poziomie wysocy funkcjonariusze reżimu lub armia. Ponadto władze Korei Południowej podejrzewają, że reżim z Północy może gromadzić część żywności w magazynach, by setne urodziny swego pierwszego przywódcy Kim Ir Sena uczcić w 2012 r. większymi przydziałami żywności. - Nasza pomoc będzie rozbita na transze. Kiedy stwierdzimy, że jej rozdział idzie nie tak, jak wynegocjowaliśmy, możemy ją wstrzymać - zapewnia jednak Georgijewa.

Pomoc z Brukseli ma trafić do około 650 tys. ludzi - przede wszystkim do kobiet w ciąży oraz karmiących piersią, do dzieci poniżej piątego roku życia przebywających w szpitalach (gdzie trafiły z powodu chorób wywołanych niedożywieniem) oraz w ośrodkach opieki, a także do niepełnosprawnych i starych Koreańczyków żyjących samotnie, czyli mających najmniejszą szansę na zdobycie jedzenia.

Więcej w "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM