"Krok bliżej do Białorusi". W Fullkontakcie na temat ustawy o informacji publicznej

- Ten zapis naprawdę bije w fundamenty demokracji - powiedziała Beata Kempa, posłanka PiS. Politycy krytykowali ustawę na antenie TOK FM.

Ustawa, która czeka na podpis prezydenta, zawiera poprawkę mówiącą, że prawo do informacji będzie ograniczone ze względu na "ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa". Według ekspertów doprowadzi to do ograniczenia przejrzystości działań państwa. Mimo krytycznych głosów specjalistów spoza polityki wobec rozwiązań zapisanych w tej ustawie, poseł PO Jakub Rutnicki uważa, że decyzję należy zostawić prezydentowi. - Nie chcemy wywierać żadnych nacisków na prezydenta. Poczekamy na werdykt, a później się będziemy zastanawiać co ewentualnie z tą kwestią zrobić - stwierdził.

Inklinacje do chowania pod stół

- Myśmy wczoraj, jako PJN, zaapelowali żeby prezydent Komorowski nie podpisywał tej ustawy, bo jest to znaczne ograniczenie praw obywatelskich, dostępu do informacji publicznej. Mamy przez ostatnie lata kilka skandalicznych przykładów ograniczania dostępu do informacji publicznych. Mamy kwestię w kancelarii prezydenta nie ujawnienia analiz, na podstawie których prezydent Komorowski podpisał ustawę wyciągającą z naszych portfeli fundusze zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych. Mamy również przypadek tzw. tarczy antykorupcyjnej, której nikt nie chciał ujawnić, a potem się okazało, że to są dwie kartki. Także już mamy dzisiaj inklinacje polityków do tego żeby chować pod stół coś, co powinno być dostępne - powiedział Paweł Poncyliusz.

Argumentem przemawiającym za ustawą jest to, że uniemożliwiałaby ona wyciek informacji na temat negocjacji np. umów międzynarodowych. - Ale prawda jest taka, że oprócz informacji publicznej mamy również informację niejawną. Jeżeli mamy do czynienia z czymś, co zagraża interesom państwa, to można z tego zrobić informację niejawną, nałożyć klauzulę, którą można zdjąć w każdej chwili. Jest to zamach na prawa obywatelskie, krok bliżej do Białorusi - podsumował Poncyliusz.

Działania przeciwko podpisaniu ustawy podjęli także przedstawiciele SLD. - Ustami naszego lidera, przewodniczącego Grzegorza Napieralskiego, zwróciliśmy się z wnioskiem do prezydenta Bronisława Komorowskiego o spotkanie szefów pięciu klubów parlamentarnych i ewentualne rozważenie takiego scenariusza legislacyjnego, że prezydent wetuje tą ustawę, to weto zostaje przyjęte i wtedy, jeszcze w tej kadencji sejmu można byłoby uchwalić ustawę już bez tych zapisów, które są rzeczywiście kuriozalne. Nie może być tak żeby obywatele nie mieli prawa wglądu do dokumentów. To dotyczy przecież każdego z nas - stwierdził Marek Wikiński.

Natychmiast do zmiany

Beata Kempa z PiS zapowiedziała, że jeśli prezydent zdecyduje się podpisać ustawę, PiS zaskarży to do Trybunału Konstytucyjnego. - Ten zapis naprawdę bije w fundamenty demokracji. Myślę, że nic bardziej nie odpowiada prawdziwej formie kontroli społecznej jak dostęp do informacji. Zapis w tej ustawie jest tak nieostry, że może być po prostu nadinterpretowany. W każdej chwili może być taką blokadą do udzielenia jakiejkolwiek informacji obywatelom. Ta ustawa jest na naszym indeksie "Natychmiast do zmiany". Jest niebezpieczna z punktu widzenia demokracji, z punktu widzenia kontroli społecznej i patrzenia władzy na ręce - dodała posłanka.

DOSTĘP PREMIUM