Pan Czesław czeka na obiecany obiad z Tuskiem. O co go zapyta?

Pan Czesław z Katowic, z którym Donald Tusk miał zjeść obiad przed wyborami, czeka na premiera. Mężczyzna nie obraził się na Tuska za niedotrzymanie obietnicy złożonej przed kamerami i szykuje się na spotkanie z premierem pod koniec października.

Tuskowi zamierza złożyć gratulacje z wygranej w wyborach. - Pokonał, kurna i koniec! Ale takiego wielkiego przełomu to on nie miał. Jakby była 90 proc. frekwencja, to nie wiadomo, jaki układ by był - zauważa pan Czesław, który ma już główny temat rozmowy z premierem.

- Służba zdrowia mnie interesuje. Kto to widział, żeby pójść do lekarza pierwszego kontaktu, a potem na specjalistę czekać rok? - denerwuje się mężczyzna. Kolejny temat to uzdrowienie gospodarki. - Moim zdaniem powinna być jeszcze skasowana umowa zlecenie - dodaje pan Czesław.

Donald Tusk na obiad z panem Czesławem umówił się tydzień temu podczas spotkania z grupą śląskich bezrobotnych, którzy założyli spółdzielnię socjalną "Rybka". Spotkanie zaplanowano na czwartek na 13.00. Panowie minęli się, bo premier zmienił plany i przyjechał do "Rybki" na śniadanie, natomiast pan Czesław zgodnie z umową na miejscu był po południu. Tusk tłumaczył później, że nie udało mu się wcześniej poinformować pana Czesława o zmianie planów, bo gospodarze "Rybki" nie mieli na niego "namiarów". Premierowi później udało się dodzwonić do pana Czesława, przeprosić go i zaproponować spotkanie pod koniec października.

Czesław Dolecki ma 79 lat. Jak mówi, polityką interesuje się od zawsze. Przyjechał na Śląsk po wojnie z okolic Lublina. Założył tu rodzinę, ma żonę dwóch synów i pięcioro wnucząt. Wciąż mówi ze wschodnim akcentem, ale czuje się Ślązakiem.

Wyniki wyborów. Lista posłów. Zobacz, kto dostał się do Sejmu>>

DOSTĘP PREMIUM