Miller uratował Napieralskiego w zamian za jego poparcie na Kongresie SLD

Gdyby nie pomoc Leszka Millera, Grzegorz Napieralski zostałby w sobotę "rozjechany czołgiem" na radzie krajowej SLD - pisze dzisiejsza "Gazeta Wyborcza". Ale jak dodaje dziennik, Miller nie jest bezinteresowny - myśli o fotelu wicepremiera w 2015 roku i poparcie Napieralskiego przyda mu się w dążeniu do tego celu.

Jak podkreślają działacze Sojuszu, 65-letniemu Leszkowi Millerowi marzy się kariera w stylu Konrada Adeneuera, który z polityki wycofał się w wieku 87 lat. - Zorientował się, że Napieralski ma wciąż w partii swoich ludzi, i jak nie rzuci Napieralskiego na pożarcie, to kupi te głosy. Miał też wobec Napieralskiego dług, bo dzięki jego stronnikom wygrał z Ryszardem Kaliszem fotel szefa Klubu Parlamentarnego SLD. No i w końcu ludzie Napieralskiego będą mu potrzebni, gdy będzie walczył o przywództwo w Sojuszu - mówił "Gazecie" po sobotniej radzie krajowej partii jeden z polityków Sojuszu.

Napieralski przed radą miał chcieć odwlec Kongres, na którym wybrane zostałyby nowe władze, aż do lutego, dzięki czemu rządziłby partią jeszcze cztery miesiące. - Chodziło mu o czas na przygotowanie gruntu pod ponowne ubieganie się o przywództwo Sojuszu - wyjaśnił jeden z działaczy SLD.

Plan obecnego szefa Sojuszu w sobotę spotkał się z wrogimi reakcjami - sala miała stawać się coraz bardzie niechętna Napieralskiemu. - Miller to wyczuł - relacjonował "GW" uczestnik rady. - Podpowiedział Grzesiowi kompromis, czyli zwołanie specjalnej konwencji na 10 grudnia. Gdyby nie to, Napieralski zostałby "rozjechany czołgiem" - dodaje.

Cały artykuł w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Tak wyglądają narodziny - najlepsze zdjęcie Reutersa >>

DOSTĘP PREMIUM