Tusk u Lisa: Jeśli PSL nie poprze reform, trudno będzie kontynuować współpracę

- Nie będę z pyszałkowatym, durnowatym uśmiechem mówił: Jest świetnie, będzie jeszcze lepiej. Powiem tak: Nieźle sobie radzimy, następny rok będzie trudniejszy od poprzedniego, ale ciągle w Polsce da się żyć - powiedział w programie Tomasza Lisa Donald Tusk. - Dla mnie najważniejsze jest nie, by przetrwała moja reputacja, tylko to, by ludzie przetrwali ten kryzys - dodał. Powiedział także, że ?jeśli PSL uzna, że nie chce razem z PO przeprowadzić pakietu reform, to trudno będzie dalej kontynuować współpracę?.

- Ja naprawdę jestem przywiązany do tej myśli, że nie ma kapitalniejszej roli do odegrania niż premier polskiego rządu, który kolejne cztery lata ochroni Polskę przed kryzysem. Nic piękniejszego by mi się nie zdarzyło, niż to gdybym za 15, 20 lat usłyszał: Tusk jaki był, taki był, ale co do głównego zadania, czyli ochrony Polski przed kryzysem, to zdał egzamin - przekonywał u Lisa Donald Tusk.

"Kto zawsze przewiduje sztorm..."

Według premiera "Polacy wykazali się odpowiedzialnością podczas kryzysu, który u nas nie jest tak odczuwalny, tak jak na świecie". - Kiedy słyszę czarne prognozy, że Polacy są optymistami, modlę się, by nigdy nie przestawali być optymistami własnej przyszłości. Kto zawsze przewiduje sztorm, ten nigdy nie wypływa w morze. Polacy pokazali przez te 20 lat, że nie boją się wypływać w morze. Nauczyliśmy się reagować z rzadkim sprytem i refleksem na kryzys - przyznał.

- Nie będę bawił się w polityczną wróżkę i nie powiem, że za pół roku będzie wyraźnie gorzej, że za rok będzie lepiej. I to jest filozofia narodowa, koncentrujemy się na tym, by dostosowywać nasze zachowania do prawdziwych zagrożeń. Polska w roku 2012 będzie miała mniejszy wzrost niż miała w roku 2011, ale twierdzę, że te 2,5 proc., jakie zakładamy w tym ostrożnym budżecie, jest prognozą ostrożną. Liczę na trochę więcej - ocenił szef rządu.

"To najtrudniejsza decyzja, jaką musiałem w życiu podjąć"

Tusk pytany był także o sprawy związane z reformą programu emerytalnego. - Nie mam tu argumentów. Sam kawał życia przepracowałem fizycznie i nie chciałbym pracować do 67. roku fizycznie. Zdaję sobie sprawę, jaka to katorga szczególnie dla kobiet. To chyba najtrudniejsza decyzja, jaką musiałem w życiu podjąć. Staramy się ten czas rozciągnąć i nie mamy wyjścia. To nie jest polski wynalazek, to nie jest jakiś nagły przypływ okrucieństwa czy niechęci wobec ludzi. Ja dobrze wiem, co znaczy pracować po sześćdziesiątce. Tak pracowali członkowie mojej rodziny. Biorąc pod uwagę krytyczną wysokość emerytur i wzrost średniego wieku życia, naprawdę nie ma innego wyjścia - powiedział Tusk.

Przyznał także, że "raczej nie obniżałby wieku emerytalnego dla jakichś wybranych grup, natomiast szukałby większego zadośćuczynienia dla tych, którzy biorą na siebie wychowanie większej ilości dzieci".

"Znajdę argumenty, by przekonać PSL"

Premier wyraził też nadzieję, że dojdzie w tej sprawie do porozumienia z PSL "jeszcze przed głosowaniem". - Znajdę argumenty, by przekonać PSL do zaakceptowania całości propozycji zawartych w expose. - Jeśli PSL uzna, że nie chce razem z nami przeprowadzić pakietu reform zapowiedzianego w expose, jeśli będzie szukało pretekstu, by być przeciw koncepcjom rządu, jako całości, to trudno będzie dalej kontynuować współpracę - powiedział w poniedziałek premier Donald Tusk.

Szef rządu ocenił, że intencją prezesa PSL, wicepremiera Waldemara Pawlaka i ludowców nie jest być przeciw proponowanym zmianom w sprawie podniesienia wieku emerytalnego, tylko szukać "własnego oblicza i własnej propozycji w tej z grubsza zaakceptowanej" sprawie. Przyznał, że argumentacja Stronnictwa dotycząca tego jak zadośćuczynić szczególnie Polkom za ich dodatkową, bardzo ciężką pracę związaną z rodzeniem i wychowywaniem dzieci "co do zasady robi na nim wrażenie". PSL proponuje, by kobiety mogły pracować o 3 lata krócej za każde urodzone dziecko. Dodał także: - Nisko pokłonię się też każdemu członkowi opozycji jeśli zdecydują się poprzeć te najtrudniejsze propozycje rządu.

Pożyczka dla MFW? "Zostanie zwrócona"

Pytany o pomysł udzielenia pożyczki Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu odpowiedział: - To rozwiązanie przede wszystkim nie jest ryzykowne i nie obarcza ani jedną złotówką kieszeni ani jednego Polaka.

Według premiera "narodowe banki mają swoje zasoby, także nasz bank tymi pieniędzmi obraca". - Nikt nie robi wobec tego szumu. Inwestuje się, gromadząc obligacje bezpiecznych państw, takich jak Szwecja czy Norwegia. To się praktycznie niczym nie różni od ewentualnej pożyczki MFW - tłumaczył.

- Gdybyśmy nagle odwrócili się plecami i powiedzieli, że sami sobie damy radę, to zapłacimy bardzo bolesną cenę. To jest pożyczka, która zostanie zwrócona. Jesteśmy największym beneficjentem funduszy europejskich - jeśli strefa euro padnie, nie zobaczymy ani centa. To jest udział w operacji ratowania Europy po to, by ta Europa dalej mogła pomagać Polsce - przekonywał premier.

Korea Płn. - pełne półki, bary, uśmiechnięci ludzie... [NOWE ZDJĘCIA AP] >>

DOSTĘP PREMIUM