"Efekciarstwo". Kalisz jointa z Palikotem nie zapali. Ale chce liberalizacji prawa

Poseł SLD chciałby, aby prawo pozwalało na posiadanie trzech gramów narkotyków na własny użytek. Ale w happeningu Janusza Palikota nie zamierza brać udziału. - To wprowadzanie do Sejmu efekciarstwa i iwenciarstwa. Nie palę marihuany, więc nie zapalę z Palikotem - tłumaczył w TOK FM. Ryszard Kalisz jest przekonany, że restrykcyjne przepisy zakazujące posiadania narkotyków nic nie dają. - Wystarczy pochodzić po klubach nocnych, żeby się przekonać, że mam rację.

Według Ryszarda Kalisza planowana na piątek akcja Palikota to kolejny dowód na to, że jego pomysłem na uprawianie polityki jest "efekciarstwo".

Palenie jointa w Sejmie ma być dodatkiem do złożenia przygotowanego przez Ruch Palikota projektu ustawy legalizującej marihuanę. Jeśli weszłaby w życie, bezkarnie można by było posiadać 50 gramów tego narkotyku.

Ryszard Kalisz chciałby, aby nie było karane posiadanie trzech gramów. Ale palić marihuany z Palikotem nie ma zamiaru. - Ja nie palę marihuany, więc nie zapalę - tłumaczył w Poranku Radia TOK FM.

Przykręcanie śruby nie rozwiązuje problemu

Poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest przekonany, że restrykcyjne przepisy nie przynoszą spodziewanego efektu. - Nie chcę depenalizacji twardych narkotyków. Mówię tylko, że polityka państwa powinna być racjonalna. Zakazywanie i używania prawa karnego dla rozwiązywania problemów społecznych nie przynosi rezultatów. Wystarczy pochodzić po klubach nocnych, żeby się przekonać, że ja mam rację: zakaz nie skutkuje i tworzy się podziemie - argumentował Kalisz.

Zdaniem gościa Poranka Radia TOK FM argumentem za zmianą prawa dotyczącego posiadania narkotyków powinny być też doświadczenia innych państw.

Kalisz przypominał, że jeszcze na początku lat 80. w centrum Zurichu codziennie zbierało się kilka tysięcy narkomanów. - Teraz nie ma po tym ślady. Dlatego, że Szwajcaria wprowadziła bardzo sensowny system pomocy osobom uzależnionym oraz uświadamiania szkodliwości zażywania narkotyków. Bo zakazywanie zawsze powoduje, że zakazy owoc bardziej smakuje - uważa polityk SLD.

NFZ dzieli i rządzi

Według Ryszarda Kalisz kłopotów w służbie zdrowia byłoby mniej, gdyby nie Narodowy Fundusz Zdrowia. - NFZ został utworzony, żeby masa urzędników dbała o pieniądze - by nie wyciekały i nie były marnowane. Natomiast dziś mamy prymat interesu urzędników Funduszu nad ministrem zdrowia - mówił poseł SLD.

Jak podkreślił, to NFZ przygotował zmiany w służbie zdrowia "w interesie swoim, a nie pacjentów czy lekarzy".

- Dochodzi do tego, że służba zdrowia to sprawa od której wszyscy chcą uciec. Na posiedzeniu Rady Ministrów nikt nie chce być przeciwko zmianom i przyklepują projekty przygotowane przez NFZ. Potem jednym głosem PO i PSL głosuje w Sejmie i mamy takie buble - stwierdził Kalisz.

STOP 5 dzielnych kapitanów. Nie każdy jest tchórzem >>

DOSTĘP PREMIUM