Milczą, nie odbierają telefonów albo wykręcają się od odpowiedzi. Ministrowie Tuska

Rzecznik rządu znany jest z tego, że ... nie odbiera telefonów. Z kolei ministerstwo zdrowia przez ponad miesiąc nie potrafiło znaleźć osoby, która wyjaśni reporterowi TOK FM szczegóły dotyczące ustawy refundacyjnej. Część ministrów rządu Donalda Tuska jak ognia unika trudnych pytań.

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin milczał przez kilka tygodni od objęcia resortu. Nic nie wiedzieliśmy o tym, jakie ma plany na najbliższe miesiące, czy jakie są priorytety jego resortu. Wśród dziennikarzy krążyła plotka, że Donald Tusk zakazał nowym ministrom wypowiadania się w mediach dopóki się solidnie nie przygotują.

Gowin milczał także, gdy postrzelił się prokurator wojskowy płk Mikołaj Przybył i rozgorzała batalia o przyszłość prokuratury wojskowej. - Od dwóch lat prokuratura nie podlega ministrowi. Nie jestem uprawniony, by zabierać jako pierwszy głos w tej sprawie - przekonywał minister podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości.

Gdy minister edukacji narodowej Krystynę Szumilas na chwilę wyszła zza biurka i przyszła do Sejmu, autor niniejszego artykułu zapytał ją o likwidowane szkoły. - Na te pytania odpowiada rzecznik - usłyszał reporter od pani minister.

"Niestety, panie redaktorze, nie udało się znaleźć rozmówcy"

Jednak z rzecznikami też jest kłopot. Rzecznik rządu Paweł Graś znany jest z tego, że nie odbiera telefonów. - Poważnie z nim porozmawiam, żeby odbierał - zapowiadał nawet premier Donald Tusk. - Gdyby któraś z pań lub panów redaktorów do mnie zadzwonił, ja bym chętnie odebrał , ale po to jest rzecznik prasowy, żeby mnie wyręczał w tej rzeczywiście ciężkiej pracy. Postaramy się. W naszym interesie jest jak najlepsza komunikacja - dodał premier.

Na razie nic się nie zmieniło, Graś jak nie odbierał, tak nie odbiera.

Z komunikacją ma też problem minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Reporter TOK FM Michał Janczura ponad miesiąc "walczył", by usłyszeć od ministra lub jego zastępców odpowiedzi na pytania dotyczące ustawy refundacyjnej.

- No niestety, panie redaktorze, nie udało się znaleźć rozmówcy - usłyszał reporter w biurze prasowym ministerstwa zdrowia.

Minister Mucha woli pisać, niż mówić

Jak pisała kilka dni temu ''Gazeta Wyborcza'' "zaraz po zaprzysiężeniu minister sportu Joanna Mucha schowała się na dwa tygodnie, by zgłębiać tematykę sportową z dala od jupiterów. Ciszę narzuciła też otoczeniu.

Jej były trener karate z Płońska otrzymał osobisty zakaz wypowiedzi o pani minister. Jak wspominał reportażysta "Gazety" Wojciech Staszewski, który chciał ją przedstawić na łamach, nawet kiedy pisał teksty pośmiertne, pogrążone w żałobie rodziny i znajomi rozmawiali o bohaterze chętniej niż bliscy Muchy. Staszewski został znokautowany słowami asystentki prasowej: "Pani minister zdecydowała, że sylwetki nie będzie".

Sylwetka była, choć rzeczywiście ukazała się bez ministerialnej zgody. "

Minister sportu Joanna Mucha woli pisać niż mówić, czemu dała wyraz tłumacząc się z zatrudnienia na stanowisku wiceszefa Centralnego Ośrodka Sportu swojego znajomego, właściciela lubelskiego salonu fryzjerskiego. - Znam pana Marka Wieczorka jako przedsiębiorcę. Cała reszta mojego komentarza na blogu, zapraszam - powiedziała minister Mucha. - Naprawdę na niepoważne pytania nie odpowiadam - dodała minister, która zasłynęła ostatnio pytanie, kto wybrał drużyny do meczu o Superpuchar Polski.

Nagranie wyznania matki Madzi. Studio telewizyjne Rutkowski&Co?>>

DOSTĘP PREMIUM