Budujący A2 bez pensji. "Zablokujemy Warszawę. O takiej blokadzie Polska nie słyszała"

- Nie odpuścimy. To, czy mam do końca życia gnić w lochach za blokowanie drogi, czy za długi, nie robi mi różnicy - mówi jeden z przedsiębiorców, protestujący w Wiskitkach na drodze krajowej numer 50. Przedsiębiorcy budujący autostradę A2 od grudnia nie dostali pieniędzy, gdyż spółka Dolnośląskie Surowce Skalne, która przejęła ten odcinek budowy po Chińczykach, ogłosiła upadłość.

Kilkanaście koparek i ciężarówek po prostu wyjechało na drogę, całkowicie ją blokując. To akt desperacji ze strony poszkodowanych przedsiębiorców, którzy uznali, że nie mają innej możliwości, jak tylko wyjść i zablokować drogę.

- My chcemy wyraźnie uprzedzić ministra transportu, że o następnych blokadach nie będziemy wcześniej informować i będziemy blokować wszystkie drogi na zachód od Warszawy - mówi przedsiębiorca Konstanty Sochacki.

"Sytuacja jest dramatyczna"

- Jestem w dramatycznej sytuacji. Zatrudniam dwustu ludzi, a ich los jest teraz zagrożony - mówi z kolei przedsiębiorca Paweł Winnicki. - Od grudnia nie prowadzono z nami żadnych rozmów. Do pewnego czasu nawet telefonów nikt w DSS nie odbierał - dodaje.

- Przychodząc tutaj, każdy z nas miał świadomość, że ta firma może być niepewna. Lecz ministrowie, głowy tego państwa zapewniały, że na sto procent wszystkie informacje są sprawdzone, a firma da radę - mówi przedsiębiorca Piotr Ochnio. - Teraz ja zapewniam, że nie odpuścimy bez względu na konsekwencje. To, czy mam do końca życia gnić w lochach za blokowanie drogi, czy za długi, nie robi mi różnicy - dodaje.

Politycy na proteście

Do protestujących przyjechali politycy opozycji. Głównie po to, by ich wesprzeć, gdyż realnego wpływu na wypłatę zaległości nie mają. - Ten rząd albo nie panuje nad sytuacją z braku możliwości i umiejętności, albo to jest działanie świadome, by doprowadzać do protestów - mówi wicemarszałek Sejmu Marek Kuchciński z PiS.

- Będziemy domagać się reakcji pana ministra Nowaka. Minister chętnie pokazuje się na autostradach, więc dobrze by było, gdyby także tutaj się pokazał - mówił 15 minut później szef SLD Leszek Miller. - Panowie reprezentują tu swoich pracowników, rodziny, które muszą jakoś żyć. Sytuacja, w której wykonywana jest praca i pracownicy tygodniami czy miesiącami czekają na swoje pieniądze, jest po prostu niedopuszczalna i skandaliczna - dodaje.

Zapewnili, że będą wymuszać na członkach rządu zmianę przepisów, tak by mimo upadłości firmy pieniądze podwykonawcom były wypłacane.

Zaległości: 21 milionów

Zaległości firmy DSS to około 21 milionów złotych, które według protestujących można zapłacić z gwarancji bankowych. Na tym odcinku autostrady A2 pracowało mniej więcej pół tysiąca osób.

- Jeżeli nie dostaniemy pieniędzy w ciągu dwóch tygodni, to zablokujemy całą Warszawę - mówi Paweł Winnicki. - Po prostu zrobimy tak potężną blokadę, o jakiej Polska jeszcze nie słyszała - zaznacza.

Nie widzisz czy nie słyszysz? Wybieraj! Prawo każe [REPORTAŻ] >>

DOSTĘP PREMIUM