PSL nieobecne u Lisa i Olejnik. "Bo najlepiej się sprzedaje pranie po gębach" - komentuje Kłopotek

Politycy PSL są nieobecni w sztandarowych programach publicystycznych. W "Kropce nad i" w ostatnim półroczu ani razu nie pojawił się ludowiec. Tomasz Lis tylko raz zaprosił polityka PSL. Dużo lepszą reprezentację mieli politycy PJN, która do Sejmu się nie dostała. - PSL jest sekowane - przyznaje Stanisław Żelichowski. - Bo nie dajemy się napuszczać na innych - wyjaśnia. - A najlepiej sprzedaje się pranie po gębach - dodaje gorzko Eugeniusz Kłopotek.

Z analizy Gazeta.pl wszystkich programów z ostatniego półrocza Moniki Olejnik i Tomasza Lisa, "Kropka nad i" "Tomasz Lis na żywo" wynika, że najsłabiej reprezentowaną w nich partią jest Polskie Stronnictwo Ludowe. Nie liczyliśmy oczywiście partii, których nie ma w Sejmie, choć nawet przedstawiciele PJN częściej zapraszani byli przez tę dwójkę dziennikarzy.

W trakcie setki programów Olejnik od 1 listopada ub. roku do 9 maja br., przez które przewinęło się 118 gości, na wizji nie pojawił się ani jeden ludowiec. U Lisa w tym samym okresie, podczas 25 programów ze 132 gośćmi, przedstawiciel Stronnictwa pojawił się dokładnie raz - Stanisław Żelichowski w listopadowym odcinku na temat nowych klubów parlamentarnych.

"To brak obiektywizmu i rzetelności dziennikarskiej"

Eugeniusz Kłopotek przyznaje w rozmowie z portalem Gazeta.pl, że tę tendencję zauważył już jakiś czas temu: - Nie chcę predestynować do tego, aby mówić redaktorom, kogo mają zapraszać... Ale powinna obowiązywać zasada zachowania pewnego obiektywizmu, zwłaszcza wśród dziennikarzy, którzy nazywają się "profesjonalnymi". Brak przedstawicieli PSL w mediach to świadectwo nierzetelności dziennikarskiej i braku obiektywizmu.

Według polityka mniej można zarzucić w tej kwestii Monice Olejnik, która pracuje dla prywatnej stacji. - Ale Tomasz Lis to dziennikarz telewizji publicznej, więc tendencyjne niezapraszanie polityków którejś partii, jest nie do przyjęcia! - mówi ze wzburzeniem.

"Ktoś normalny i przewidywalny, nie jest atrakcyjnym gościem"

- To prawda, nie zapraszają nas. Można powiedzieć o sekowaniu PSL - przyznaje z kolei były szef klubu PSL Stanisław Żelichowski. Ale jest bardziej wyrozumiały niż jego partyjny kolega: - Telewizjom zależy przede wszystkim na zwiększeniu oglądalności, więc zapraszają takie osoby, które im to zagwarantują. Media dziś żyją emocjami, tymczasem politykom Polskiego Stronnictwa Ludowego zależy na łagodzeniu obyczajów, a nie dolewaniu oliwy do ognia. Nie dają się napuszczać na innych.

Kłopotek przyznaje mu rację: - No tak. Jak ktoś jest normalny, bardziej przewidywalny i nie prowadzi do zaognienia sytuacji, to nie jest atrakcyjnym gościem. Bo najlepiej sprzedaje się pranie po gębach, więc zaprasza się takie osoby, które to pranie po gębach zagwarantują.

"Bo jak newsa nie ma, to trzeba go wygenerować"

Żelichowski diagnozuje to zjawisko jako "chorobę młodej demokracji". Polityk wspomina, że kiedy sam był ministrem [w kilku rządach - red.], zdarzało mu się podczas wyjazdów służbowych udzielać wywiadów zagranicznym dziennikarzom. - Zależność była taka, że to, co im powiedziałem, oni potem dokładnie powtarzali. Tymczasem dziś w Polsce jest tak, że dziennikarz powtórzy moje słowa tylko wtedy, kiedy powiem to, co chciał usłyszeć - uważa Żelichowski.

Przedstawiciel PSL na dowód opowiada o sytuacjach, w których dziennikarze łapią polityków w Sejmie czy gdziekolwiek indziej, nagrywają przez 20 minut, a potem emitują tylko te kawałki, w których padło jakieś ostre stwierdzenie. - Wszystko dlatego, że żyjemy w dobie mediów 24-godzinnych. Czymś trzeba tę przestrzeń wypełnić. Jak newsa nie ma, to trzeba go samemu wygenerować. Politycy oczywiście też biorą w tym udział. Błędne koło - kwituje Żelichowski.

Od prowadzących programy w TVN24 i TVP2, Moniki Olejnik i Tomasza Lisa, nie udało nam się uzyskać komentarza dlaczego nie zapraszają do swoich programów przedstawicieli PSL, partii współrządzącej.

Kogo w swoich programach lansują Lis i Olejnik? >>

DOSTĘP PREMIUM