Apostazja Palikota. "Na miły Bóg, nie w świetle kamer", "efekciarstwo i tandeta"

- Efekciarstwo i tandeta - politycy nie zostawiają suchej nitki na apostazji Janusza Palikota. Wczoraj skandalizujący polityk przykleił na drzwiach krakowskiego kościoła oświadczenie woli opuszczenia Kościoła rzymskokatolickiego.

- Niemal 500 lat temu podobny gest uczynił Luter - przypomina prezydencki minister i historyk Tomasz Nałęcz. - Ale Lutrowi chodziło o coś zupełnie innego. Próba skopiowania Lutra, który w końcu z Kościołem się nie rozstawał, tylko domagał się reformy, to było dosyć tandetne. Moim zdaniem Janusza Palikota stać na więcej - dodaje.

Jacek Kurski z Solidarnej Polski uważa, że akcja Palikota ma związek z tym, że jest niewiarygodnym lewicowcem, gdyż dorobił się na prywatyzacji i poparł wydłużenie wieku emerytalnego.

- Teraz buduje swoją tożsamość na obrażaniu Kościoła i pustych kabotyńskich gestach. Nie ma o czym mówić, ludzie się na to nie nabiorą. Na tego rodzaju happeningach można zbudować wyborcze getto na poziomie 10 procent i na tym się skończy - prorokuje Kurski. Z kronikarskiego obowiązku dodamy, że ostatnie badania dają Solidarnej Polsce poparcie rzędu trzech procent.

"Zwykłe efekciarstwo"

Stanisław Żelichowski z PSL zachowaniem Palikota jest zniesmaczony. - To jest zwykłe efekciarstwo. Pamiętam, jak niedawno ślubował w Sejmie, trzymając się za serce, i mówił "Tak mi dopomóż Bóg" - mówi Żelichowski. - Apostazja to sprawa między Stwórcą a człowiekiem. Człowiek może zerwać tę umowę, ale nie przy udziale kamer. Na miły Bóg - dodaje.

Janusz Palikot twierdzi, że decyzję o apostazji podjął po rocznych rozważaniach, bo Kościół w Polsce cechuje niesamowita pazerność finansowa i polityczno-partyjny charakter.

Zobacz wideo

Ateizm na świecie - raport. Najwięcej nie wierzy w b. NRD >>

DOSTĘP PREMIUM