Komorowski u Lisa: Choćby mnie pan pokroił, nie wyrzeknę się przyjaźni z Niesiołowskim

Bronisław Komorowski po 22 miesiącach sprawowania urzędu prezydenta Polski przyznał w programie Tomasza Lisa, że swobodniej oddycha teraz, kiedy nie musi brać udziału w bezpośrednich starciach międzypartyjnych. Jednocześnie oświadczył, że jest daleki od zrywania swoich znajomości politycznych. - Czasami przyjaźnie wypierają się mnie same... - dodał.

Jedna trzecia kadencji prezydenckiej już za Bronisławem Komorowskim. Głowa państwa dokonała podsumowania swoich dotychczasowych dokonań w programie TVP2 "Tomasz Lis na żywo". Dawny marszałek Sejmu protestujących co miesiąc pod Pałacem Prezydenckim tłumów nie uznał wcale za swoją porażkę: - W tym nie ma nic gorszącego. Taka grupa jest w każdym kraju, w każdym społeczeństwie. Najważniejsze, żeby ta grupa była w mniejszości. I tak chyba jest.

"Oddycham tym, że nie biorę udziału w tym konflikcie"

Jednocześnie zaznaczył, że odpowiedzialność za te tłumy ponoszą w dużej mierze politycy. - Jest odpowiedzialność liderów, bo lider jest po to, by prowadzić swoich sympatyków, zwolenników. I może to być kierunek na budowanie autorytetu państwa, szacunku dla władzy. A może być kierunek na wyniszczenie, rujnowanie polskich symboli. Różnie jest z tymi liderami - skwitował.

Prezydent podkreślał, że jego motto z czasów jego kampanii o budującej sile zgody nadal mu przyświeca. - Rolą prezydenta jest szukanie sposobów na zmniejszenie temperatury konfliktu politycznego. I przyznam się panu, panie redaktorze, w jakiejś mierze oddycham tym, że nie muszę już uczestniczyć w takim bezpośredni starciu, konflikcie międzypartyjnym. Ja w tym trwałem kilka lat, choć próbowałem zachowywać swoją autonomiczność, i to jest bardzo jałowe - tłumaczył.

"Kot ma kompleksy, niech udowadnia, że walczył"

Prowadzący program zapytał też o poniedziałkowy wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla Wirtualnej Polski, w którym prezes PiS nazwał prezydenta "skrajnym manipulatorem", bo udało mu się zaskarbić sympatię wielu różnych środowisk. Komorowski odpowiedział, że "nie oczekuje komplementów z ust pana Jarosława Kaczyńskiego".

- Ale jedno wiem: nie ma podejrzeń o manipulacje, złe intencje, jeżeli działania prezydenta poparte są dokonaniami całego jego życia. Czy ja mam udowadniać, że byłem zaangażowany w opozycję antykomunistyczną? Byłoby to śmieszne - tłumaczył. I zaraz dodał: - Kto ma kompleksy na tym punkcie, niech sobie i całemu światu udowadnia, że zawsze był radykalny i podejmował wszystkie niebezpieczne zadania w opozycji.

"Dobrze wspominam znajomość z Macierewiczem..."

Pytany o swoją znajomość z Januszem Palikotem Bronisław Komorowski oświadczył, że nie ma w zwyczaju wypierać się żadnych przyjaźni. - Nawet wtedy, jeżeli są one bolesne i kosztowne politycznie. Chyba że z drugiej strony odpłacane są mi jakąś nienawiścią czy szaleństwem. Ja się zawsze przyznaję, że w młodości miałem dobre relacje, i bardzo dobrze je wspominam, z Antonim Macierewiczem, choć dziś dzieli nas niemal wszystko. I tak jest z innymi - dodał.

Prezydent odmówił też oceny zachowania Stefana Niesiołowskiego przy okazji incydentu przed Sejmem z dziennikarką "Gazety Polskiej" Ewą Stankiewicz. - Choćby mnie pan pokroił, nie wyrzeknę się przyjaźni ze Stefanem Niesiołowskim. A przyjaźń zobowiązuje do tego, aby publicznie nie dawać nikomu reprymendy - podkreślał, zaznaczając jednocześnie: - To nie oznacza akceptacji dla pewnych zachowań, ale nie oznacza też możliwości występowania publicznie w roli sędziego.

Polskie dworce jak lotniska. Co zobaczą kibice na Euro 2012 [ZDJĘCIA]>>

DOSTĘP PREMIUM