Biletami z rządowej puli na Euro handlował przyjaciel b. wiceministra zdrowia

- To moje bilety trafiły na aukcję w internecie - przyznał w rozmowie z RMF FM Andrzej Włodarczyk. Były wiceminister zdrowia zapewnia, że nie miał o pokątnym handlu pojęcia, a wejściówki na stadiony sprzedawał jego przyjaciel, któremu je dał.

- Bilety, które zdobyłem, dałem przyjacielowi. Zrobił mi ogromne świństwo. Gdybym wiedział, że biletów nie wolno dalej sprzedawać, to oczywiście w życiu nie zgodziłbym się na coś takiego. Nigdy nie załatwiałbym tych biletów. Jestem zszokowany, zbulwersowany - powiedział RMF FM Włodarczyk .

W internecie wejściówki z rządowej puli były oferowane po znacznie wyższej cenie. Np. na dzisiejszy półfinał Niemcy - Włochy bilet kosztujący 600 złotych można było kupić za 1200 dolarów. Według Włodarczyka jego bilety sprzedawał "wieloletni przyjaciel", który mieszka w Stanach Zjednoczonych. Wiceminister zdobył dla niego bilety - w sumie 8 na 4 mecze - bo kolega chciał iść na mecze z rodziną.

"Od początku tłumaczyłem, że bilety nie są na mnie"

Teraz były wiceminister zdrowia zażądał od przyjaciela oświadczenia na piśmie, że wiedział, że biletów nie można odsprzedawać. Zaręcza, że już kupując bilety z puli resortu, od razu podał dane przyjaciela, który zamiast niego skorzystać miał z wejściówek. - Bilety są nie na moje imię i nazwisko. Od początku osoby, którym te bilety zamawiałem, były informowane, że to nie jest dla mnie. Od razu podałem dane mojego przyjaciela - tłumaczy.

Słowa Włodarczyka potwierdza Ministerstwo Sportu. Dane osoby, która handlowała rządowymi biletami, są już znane resortowi sportu. Trwają narady nad tym, czy mężczyznę można pociągnąć do odpowiedzialności.

"A1 jak pole golfowe, cmentarze większe niż wsie". Podróż reportera Reutera po Polsce

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM