"GW": Marszałek Kopacz steruje demokracją, a sejmowa niszczarka "wycina" ustawy "obyczajowe"

Już nie 460, ale 30 posłów decyduje, nad którym projektem będzie pracował Sejm. Sejmowa niszczarka wycina wszystkie niewygodne ustawy "obyczajowe" - pisze "Gazeta Wyborcza".

W zeszłym tygodniu padły związki partnerskie i rzecznik ds. przeciwdziałania dyskryminacji. To samo może spotkać każdy projekt ustawy, który nie pasuje rządzącym. Demokratyczny mechanizm - że o dalszych pracach decyduje większość parlamentarna, biorąc na siebie polityczną odpowiedzialność - zastąpiła decyzja jednej komisji ubrana w szaty domniemania niezgodności z konstytucją.

Przez lata marszałkowie Sejmu blokowali poddanie projektów opozycji pod ocenę izby, nie kierując ich do pierwszego czytania. "Zamrażarkę" mocno krytykowano. Teraz jest mechanizm doskonalszy - niszczarka. Marszałek nie nadaje wybranym projektom numeru druku sejmowego i nie wnosi pod obrady, lecz posyła komisji ustawodawczej do zaopiniowania.

Decyzje marszałek są arbitralne. Ewa Kopacz miała wątpliwości do eseldowskich i palikotowych projektów o in vitro, związkach partnerskich czy uzgodnieniu płci (by uprościć zmianę płci w dokumentach), ale nie wobec prezydenckiego projektu ograniczenia wolności zgromadzeń, choć zastrzeżenia zgłosił m.in. prokurator generalny. Nie kwestionowała też projektu ziobrystów (SP), który zakazuje zamrażania zarodków powstałych in vitro, ale nie ich tworzenia; choć oznacza to, że zarodki niewszczepione musiałyby trafiać do zlewu.

O tym, czy "jest dopuszczalne", by cały Sejm zajął się projektem, wypowiada się 30 posłów komisji ustawodawczej. Komisja jest szczególnie niechętna projektom ze sfery obyczajowej, bo 27 z 30 jej członków należy do ugrupowań konserwatywnych.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

Tylko 40 proc. wiernych chodzi na msze - to najmniej w historii >>>

DOSTĘP PREMIUM