Komorowski jak "prowincjonalny polityk"? Nałęcz: To on pomógł Obamie wyjść z opresji

- To jedynie prezydent Komorowski miał pomysł jak wyjść z tej autentycznej pomyłki, wpadki prezydenta USA. I to Komorowski zbudował most, przez który wyszedł z tej opresji Obama - napisał list, dostał odpowiedź - mówił w TOK FM, oceniając prezydenturę Bronisława Komorowskiego, jego doradca, prof. Tomasz Nałęcz. Dziś mijają dokładnie dwa lata od chwili złożenia przez Komorowskiego przysięgi przed Zgromadzeniem Narodowym.

Zdaniem prof. Nałęcza mijające dwa lata prezydentury Bronisława Komorowskiego są bardzo udane: jest liderem rankingu zaufania Polaków, a 70 procent to najlepszy dowód.

- Prezydent wygrał wybory ze swoim konkurentem Jarosławem Kaczyńskim różnicą kilku punktów. Jak się popatrzy, jaka dzisiaj jest różnica w zaufaniu między prezydentem a Jarosławem Kaczyńskim, to właśnie jest to najlepszy wskaźnik świadczący o tej prezydenturze - ocenił prof. Nałęcz.

- A może to słabość opozycji? - dopytywał prowadzący Łukasz Grass. - Nie, to akceptacja stylu urzędowania, to efekt sprawowania urzędu. Polacy już nie identyfikują Bronisława Komorowskiego z polityką partyjną, mają do niego zaufanie jako do prezydenta - powiedział prezydencki doradca ds. historii i dziedzictwa narodowego.

Nałęcz: ''Dwa lata Bronisława Komorowskiego to udana prezydentura, o czym świadczy zaufanie Polaków''

Prof. Nałęcz zwrócił też uwagę, że PiS popełnia błąd, krytykując prezydenta, bo wśród jego wielu wyborców są też wyborcy z Prawa i Sprawiedliwości. - Komorowski chce być prezydentem wszystkich Polaków. Tego od niego wymaga konstytucja, żeby wzniósł się ponad partyjne sztandary. Radziłbym panu Brudzińskiemu (w wywiadzie dla PAP przewodniczący komitetu wykonawczego PiS Joachim Brudziński ostro skrytykował dwa lata prezydentury - to "czas zmarnowanych szans dla Polski". "Mamy prezydenta malowanego" - ocenił), żeby nie dezawuował prezydentury Bronisława Komorowskiego, bo naraża się swoim wyborcom - zauważył Tomasz Nałęcz.

Kompromitacja w polityce zagranicznej?

W wywiadzie Brudziński wytykał też prezydentowi, że ten kompromituje się w polityce zagranicznej i zachowuje się jak "przestraszony prowincjonalny polityk". Przykłady? Polskie obozy śmierci - wpadka Obamy - oraz Euro 2012 i relacja z prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem.

- Jeśli chodzi o polskie obozy śmierci, to jedynie prezydent Komorowski miał pomysł, jak wyjść z tej patowej sytuacji, autentycznej pomyłki prezydenta USA, i rzeczywiście to Komorowski zbudował most, przez który wyszedł z tej opresji Barack Obama - napisał list i dostał odpowiedź. Życzyłbym prezesowi Kaczyńskiemu, pryncypałowi pana Brudzińskiego, żeby potrafił tak wyjść z każdej sytuacji. A co do Euro to trzeba mieć światopogląd konia dorożkarskiego. A przecież to była wspólna inicjatywa Polski i Ukrainy. Pan Brudziński proponuje sytuację, w której na weselu rodzice pana młodego i panny młodej okładaliby się pięściami i wymyślali sobie najgorszymi słowami. Przecież Euro było jak wspólne wesele polsko-ukraińskie. Prezydent z premierem występował w roli rodziców panny młodej, i co - miał wyzywać i zwymyślać pana młodego? Pewnie w PiS są takie zwyczaje, ale na pewno prezydent Komorowski nie będzie sprawował urzędu w sposób, który proponuje Joachim Brudziński - ocenił prof. Nałęcz.

Malowany prezydent? "Od inicjatywy legislacyjnej jest rząd"

Prezydencki doradca nie zgodził się też z zarzutem, że mamy prezydenta malowanego poprzez brak aktywności w sferze legislacyjnej.

- Istotą prezydentury nie jest inicjatywa ustawodawcza. Tak naprawdę od tego jest rząd, który ma wyspecjalizowany aparat. O wiele ważniejszą kompetencją prezydenta jest finalizacja ustaw, podpis lub odesłanie jej do Trybunału Konstytucyjnego albo odesłanie do Sejmu do ponownego uchwalenia - powiedział.

- To może w takim razie ustawy, które wychodzą z Pałacu, powinny być doprecyzowane na tip-top, jak to mówi młodzież? - pytał prowadzący. I dodał: - A nie wypuszczać takie buble jak ustawa o zgromadzeniach, jak zauważył Piotr Duda, przewodniczący "Solidarności".

- Ja się nie dziwię liderowi związkowemu, że używa takiego radykalnego języka. Lider związku musi mieć nie tylko zęby, ale też kły i pazury. Jestem wielkim sympatykiem pana Dudy, natomiast nie podzielam części jego poglądów w tej sprawie. Jeśli ta ustawa zostanie zaskarżona do Trybunału, zobaczymy, kto ma rację, czy krytycy prezydenta, czy prezydent - dodał prof. Nałęcz.

Odnosząc się do dość powszechnie krytykowanej ustawy o zgromadzeniach, Tomasz Nałęcz powiedział, że w kraju demokratycznym, jakim jest Polska, wolność można ograniczać tylko wtedy, gdy zagraża ona innym ludziom.

- Jedyną intencją prezydenta w tym projekcie było zachować prawo do demonstrowania tym, którzy zgłosili taki projekt pierwotnie. U nas się demonstruje, aby zaprzeczyć czyimś poglądom, a nie zaprezentować swoje. Jako współpracownik prezydenta życzyłbym sobie, żeby ta ustawa trafiła do TK. Słyszałem w TOK KFM, jak narzekali uczestnicy parady równości, jak mówili, że ich demonstracja mijała się z celem, bo szli w kordonie policji. Dlaczego? Bo jak powiedział wojewoda mazowiecki, na trasie zgłoszono kilkadziesiąt kontrdemonstracji, a paradę oglądali policjanci. To nie lepiej, żeby przeciwnicy demonstrowali ulicę dalej? Prezydent uważał, że dla poszanowania demonstracji trzeba było ograniczyć wolność kontrdemonstrujących, przesuwając ich kontrdemonstracje nieco dalej, by nie dochodziło do awantur. Tu kompromis nie jest możliwy.

Chodzi o to, żeby to było konstytucyjne. Prezydent zgłosił tę nowelizację z ciężkim sercem, bo chce uczynić znakiem swojej prezydentury bardzo bliską współpracę z organizacjami obywatelskimi. A w gruncie rzeczy wiedział, że takim rozwiązaniem się naraża. No, ale prezydent ma głębokie przekonanie, że tam gdzie coś trzeba zrobić, nie można się liczyć tylko z popularnością. Po tej inicjatywie to widać - to nie jest prezydentura blichtru pod publiczkę - podsumował prezydencki doradca.

Prezydent myśli o drugiej kadencji?

- Potwierdzeniem udanych pięciu lat kadencji jest udana reelekcja. Ale każdy mądry prezydent nie sprawuje urzędu z myślą o reelekcji - podkreślił Tomasz Nałęcz. - Na razie sprawuje urząd, ciesząc się zaufaniem Polaków. Myślę, że za dwa lat może jakimś życzliwszym okiem to i nawet Joachim Brudziński spojrzy na prezydenta - dodał.

Bronisław Komorowski 6 sierpnia 2010 roku złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. Wcześniej przez cztery miesiące pełnił obowiązki głowy państwa po tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej. 4 lipca 2010 roku w drugiej turze wyborów prezydenckich Bronisław Komorowski, kandydat PO, zwyciężył z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem PiS.

DOSTĘP PREMIUM