"Newsweek" oskarża: z pieniędzy podatników PiS stworzyło finansową sieć służącą prezesowi

Instytut imienia Lecha Kaczyńskiego to obudowa, która kryje polityczno-biznesowy mechanizm, zasilany państwowymi pieniędzmi - pisze "Newsweek". Tygodnik stawia tezę, że pieniądze z budżetu na PiS są przepompowywane do zaprzyjaźnionych z partią spółek i fundacji.

W majątek powstałego pod koniec 2010 roku Instytutu imienia Lecha Kaczyńskiego wchodzą dwie spółki: Srebrna i Srebrna Media. Srebrna jest właścicielem biurowca przy al. Jerozolimskich oraz przy ul. Srebrnej 16.

Jak ustalił "Newsweek", Srebrna żyje z wynajmu lokali. W 2011 roku wypracowała 1,6 mln zł zysku. Od 2009 roku spółka wynajmuje także dom sąsiadujący z żoliborską willą Kaczyńskiego. Tam mieści się biuro rachunkowe Srebrnej oraz siedziby jej spółki córki Słowo Niezależne, właściciela portalu Niezalezna.pl, oraz firmy Rejtan, prowadzącej internetową księgarnię "Gazety Polskiej".

Jak zauważa tygodnik, trudno uwierzyć, by 125-metrowa willa w jednej z najdroższych dzielnic Warszawy była potrzebna spółce, która jest właścicielem dwóch biurowców oraz właścicielowi małej księgarni. - Prawda, niestety, jest dużo bardziej brutalna. Do nieruchomości musiała wejść Srebrna, bo prezes nie chciał mieć nowych sąsiadów - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" jeden z bliskich współpracowników Kaczyńskiego.

Cenna ochrona prezesa

Spokój zapewnia Kaczyńskiemu nie tylko brak sąsiadów, ale także zespół pracowników GROM Group, którzy przeganiają z okolic posesji każdego ciekawskiego. Za ochronę PiS płaci słono - w zeszłym roku za połowę sierpnia GROM Group zgarnęło 156 tys. zł, za wrzesień - 138 tys., za dziewięć dni października - 88 tys. Ceny zawierały m.in. podnajem od Srebrnej budki obok willi Kaczyńskiego (ochroniarze właśnie stamtąd, zza luster weneckich, obserwują okolicę), noclegi w hotelach i odkurzanie limuzyny. Według tygodnika za wszystko zapłacili podatnicy.

Jak pisze "Newsweek", dziś te koszty mogą być niższe, bo prezes nie uczestniczy już w wiecach wyborczych i większość czasu spędza w stolicy, ale faktury i tak muszą iść w dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych, bo w pobliżu Kaczyńskiego i jego willi non stop przebywają ochroniarze.

Pośrednicy zarabiają na dotychczasowych wykonawcach

Jak pisze "Newsweek", przy ul. Srebrnej 16 mieści się także biuro deputowanych PiS, którego dyrektorem jest Tomasz Pierzchalski. Jest on także założycielem fundacji Nowy Kierunek, której prezesem jest Bartłomiej Rajchert, dyrektor zarządzający PiS. NK ma swoją siedzibę w budynku Srebrnej.

W czasie ostatniej kampanii wyborczej Nowy Kierunek wystawił komitetowi PiS faktury za produkcję filmików do internetu, organizację wieczoru wyborczego, paru konwencji wyborczych oraz jednej konferencji. Koszt - 800 tys. zł. Jak pisze tygodnik, biuro Pierzchalskiego i Rajcherta, organizując np. konwencję w Pałacu Kultury, musiało korzystać z podwykonawców. Jednym z nich była agencja SOS Music, która w poprzednich latach była wynajmowana przez PiS bez żadnych pośredników.

Ile kosztuje sesja fotograficzna u zaprzyjaźnionego fotografa?

"Newsweek" ustalił także, że w czasie ostatniej kampanii wyborczej PiS zapłaciło prawie 200 tys. zł (z czego 78 tys. to same prawa autorskie) za sesję fotograficzną 120 kandydatów partii do parlamentu. Jej autorem był Maciej Nobradalik, przyjaciel Rajcherta i fotograf, który zawsze miał dostęp do prezesa. Nabradalik cztery miesiące po kampanii wszedł do rady fundacji Nowy Kierunek, ale niedawno się z niej wycofał.

Jak ustalił tygodnik, kwota, jaką zainkasował fotograf za sesję kandydatów PiS, jest wyjątkowo wygórowana. Kontaktując się z renomowanym studiem Cukry, tygodnik ustalił, że za taką samą sesję zapłaciłaby dużo mniej: niecałe 40 tys. złotych wyniosłyby cztery dni sesji z cateringiem, stylistą, fryzjerem i makijażem. Za prawa autorskie zapłaciłaby zaledwie 15 tys. zł.

Więcej w dzisiejszym "Newsweeku" >>

DOSTĘP PREMIUM