Czy w Polsce będzie więcej kobiet we władzach firm? "Dyskusja pokaże skalę seksizmu i mizoginizmu"

Rząd chce, żeby więcej kobiet zasiadało we władzach firm. Jednak proponuje, by zarezerwować dla nich 30 proc. miejsc, podczas gdy komisarz UE Viviane Reding chciałaby 40 proc. - Jest bardzo dużo kompetentnych kobiet, które świetnie nadają się na takie stanowiska - uważa Joanna Piotrowska z "Feminoteki". Ale przeczuwa, że dyskusja o zmianach nie będzie łatwa. - Pokaże skalę seksizmu i mizoginizmu.

- Proponujemy zacząć od niskiej 30-proc. kwoty. Przez kilka lat nie powinno być sankcji za niedotrzymanie kwot, tylko obowiązkowe raportowanie, ile kobiet jest we władzach firm i z jakich powodów nie dotrzymano kwot - poinformowała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

Pomysłodawczynią zmian jest unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding, która chce, żeby 40 proc. miejsc we władzach dużych giełdowych spółek przypadało kobietom.

Stanowisko polskiego rządu nie zaskoczyło Joanny Piotrowskiej z fundacji "Feminoteka". - Dla naszego rządu ta propozycja jest zbyt radykalna. Zapewne wszyscy pamiętają, jaka bitwa odbyła się w sprawie parytetów na listach wyborczych. I nie udało się wprowadzić parytetów - przypomniała ekspertka.

Nie można czekać, bo Polska traci

Zdaniem Joanny Piotrowskiej, od zmian nie ma odwrotu. - We wszystkich badaniach podkreśla się, że kobiety muszą wkładać dwa razy więcej wysiłku niż mężczyźni, żeby być na wysokich stanowiskach. Bardzo dużo jest kompetentnych kobiet, które świetnie nadają się na takie stanowiska. Potencjał i umiejętności kobiet są olbrzymie. Jeśli tego nie wykorzystujemy, to tracimy na tym jako państwo. Nie ma na co czekać - mówiła w "Komentarzach Radia TOK FM".

Jednak jej zdaniem ograniczenie się do wprowadzenia parytetów i kwot nie rozwiąże problemu. Trzeba też postawić na edukację. - Według badań większość Polaków uważa, że to mężczyźni mają większe kompetencje - podkreślała Piotrowska.

Poznamy skalę seksizmu i mizoginizmu?

Według przedstawicielki fundacji "Feminoteka" poparcie rządu dla pomysłu komisarz Reding nie załatwia sprawy. I można spodziewać się kłopotów.

- Wydawałoby się że np. konwencja Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet nie będzie kontrowersyjnym tematem. Jednak dla niektórych członków rządu jest. A sprawa kwot jest prawdopodobnie bardziej kontrowersyjna niż kwestia przemocy wobec kobiet.

Dlatego zdaniem Joanny Piotrowskiej trudno oceniać, jak zakończy się w Polsce sprawa zwiększenia obecności kobiet we władzach spółek giełdowych. - To będzie papierek lakmusowy, który pokaże skalę seksizmu i mizoginizmu - przewiduje gość TOK FM.

Komisarz Viviane Reding chce, żeby korzystne dla kobiet zmiany weszły w życie w 2020 roku. Dwa lata wcześniej miałyby one obowiązywać w firmach państwowych.

DOSTĘP PREMIUM